piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział VI

               ~ Dwa dni później~

No tak, to musiało się kiedyś stać. Ewa podejrzewa że coś jest między mną a Łukaszem. I nie chodzi jej o kłótnię. Myśli że Piszczek zdradził ją że mną, i dlatego teraz się do siebie nie odzywamy. Siedziała właśnie przy stole w jadalni popijając gorącą herbatę
- Ewa... - zaczęłam a ona odwróciła głowę
- Posłuchaj mnie - usiadłam obok niej i położyłam swoją dłoń na jej dłoni
- Idź... - wyszeptała. Czuć było że nie chce mnie widzieć. Teraz wiem jak czuje się Łukasz
- Wszystko ci wytłumaczę. To nie była zdrada, tylko kłótnia
- Co? - popatrzyła na mnie. Opowiedziałam jej o wszystkim. Po mojej przemowie, rozpłakała się
- Aniu... Tak cię przepraszam!
- Cicho... Nic się nie stało - przytuliłam ją. Po krótkiej rozmowie i rozluźnieniu atmosfery, wyszłam na spacer. Było około dwunastej więc na ulicach było mało ludzi. Po pół godzinie podeszłam do ławki z zamiarem odpoczynku na niej. Lecz w tym momencie podszedł do mnie jakiś łysy koleś. Typowy dres
- Hej, mała! - krzyknął
- Nie jestem mała łysolu - warknęłam. Łysy zaśmiał się i złapał mnie za ręce
- Spokojnie, nie chcę ci zrobić tego o czym myślisz. Masz jakąś kase?
- Nie! Puszczaj mnie! - szarpałam się przez co dostałam mocno w twarz
- Dawaj kase! Widziałem cię w towarzystwie piłkarzy więc chyba biedy nie klepiesz!
- Zostaw mnie! - Koleś już się wymierzył do zadania ciosu gdy ktoś z tyłu złapał go za rękę i wykręcił ją
- Auu!!! - zawył dres. Okazało się że był to Łukasz. Przypomniało mi się jak uratował mnie od Artura. 
- Zostaw ją rozumiesz? - krzyknął łapiąc gościa za bluzkę
- Następnym razem się uda! - powiedział rozzłoszczony dres, splunął pod nogi Piszczka po czym poszedł w cholerę. Łukasz odwrócił się do mnie i już chciał coś powiedzieć ale nagle go przytuliłam. Przez chwilkę stał jak słup a zaraz odwzajemnił gest
- Dziękuję i przepraszam - wyszeptałam
- Nie, to ja przepraszam. Zachowałem się jak ostatni debil podejmując się prowadzenia z Berlina i tym kłamstwem. Nigdy nie powinienem był siadać za kierownicą. Jeszcze raz przepraszam - zauważyłam że z jego oczu spłynęło kilka łez
- No już, wybaczam ci. Tylko nie płacz bo ja się zaraz rozkleję - starłam mu łzy a Łukasz pierwszy raz od kilku dni spojrzał mi prosto w oczy. Wtedy przeraził się
- Ania, siadaj na ławce. Masz rozciętą wargę - powiedział i usadził mnie na ławce. Po chwili z torby treningowej wyjął chusteczki i wodę utlenioną
- Ty to zawsze w torbie nosisz? - zapytałam widząc jeszcze bandaż, plastry i różne takie
- Trener nam karze. Jak widać, przydaje się - uśmiechnął się, usiadł obok mnie i zdezynfekował mi ranę
- Już. Idziesz do domu?
- Chyba już pójdę. Zapowiada się deszcz - wskazałam na granatowe chmury pędzące w naszą stronę
- Wiesz, niby nie jesteśmy z cukru ale chyba wolałbym tego uniknąć - oboje zaśmialiśmy się i czym prędzej pobiegliśmy do domu. Przekroczyliśmy próg w chwili gdy lunął deszcz.
- Cieszę się że się pogodziliśmy - powiedziałam gdy zdejmowałam buty
- Ja też - weszliśmy do salonu
- Czy ja dobrze słyszałam? Pogodziliście się? - zapytała uśmiechnięta Ewa
- Tak
- Aaa!!! To super! - zapiszczała i rzuciła się nam w ramiona.
- Ania! Co ci się stało?! - przeraziła się gdy na mnie spojrzała
- Nic takiego. Łukasz uratował mnie od ataku wściekłego dresa - zaśmiałam się
- Haha, no dobra. Ja muszę wracać do Sary - poszła do salonu i usiadła obok dziewczynki na dywanie, Piszczek poszedł wziąć prysznic po treningu a ja podreptałam do swojego pokoju. Usiadłam przy biurku i rozejrzałam się. Pierwszy raz od trzech dni ten pokój wydaje się zwykłym pomieszczeniem a nie okazją do wypłakania się czy zbicia ramki że zdjęciem. Wzięłam słuchawki i puściłam muzykę. Walnęłam się na łóżko i chyba z dwie godziny patrzyłam jak deszcz spływa po szybie w moim pokoju a stukot kropli zagłusza piosenki. W pewnym momencie ledwie dosłyszalnie, usłyszałam pukanie do drzwi
- Proszę! - krzyknęłam po czym
wyłączyłam Mp3. Do pokoju wszedł Marco a serce mi szybciej zabiło
- Hej - powiedział i usiadł obok mnie
- Co cię do mnie sprowadza?
- Nie wiem. Strasznie mi się nudziło a pierwszą osobą o jakiej pomyślałem byłaś ty - uśmiechnął się a ja czułam jak się rumienię
- To co byś chciał robić?
- Hmm... dobre pytanie. Może w coś pogramy?
- Ok, a w co?
- W skojarzenia?
- Ok! Ja zaczynam!
- Dajesz
- Polska
- Tusk
- Emerytura
- Dziadki
- Babcie
- Dżem
- Truskawki
- Lato
- Słońce
- Woda
- Morze
- Ocean
- Film
- Star Wars
- Lord Vader
- Luke Skywalker
- Miecz
- Średniowiecze
- Księżniczki
- Rycerze
- Konie
- Romantyzm
- Świece
- Czekoladki
- Kolacja
- Miłość
- Pocałunek
- Ok
- Co? - zdziwiłam się. Marco powoli się do mnie przybliżał a ja czułam że serce mi zaraz wyskoczy i będzie zgon na miejscu. Nasze twarze dzieliły milimetry. Po chwili odezwał się Marco
- Ania, ko...

____________________
No. Nie wiem co napisać -,-
Dobrze że Anka i Łuki już się pogodzili, nie? A co Marco chce powiedzieć Ani?
To już w następnym rozdziale!

+ Dziś idę na mecz Legia-Steaua w eliminacjach LM. Całym sercem jestem za ( L ) i mam nadzieję że wygrają a Polska doczeka się wejścia do fazy grupowej Ligi Mistrzów, na co czeka już 17 lat

P.S.
Sorry za późną porę ale jakoś nie mogę zasnąć więc napisałam rozdział :) Zastanawiałam się nawet czy nie utworzyć bloga takiego jak ten, tylko o piłkarzach Legii Warszawa. Co o tym myślicie?

PROSZĘ SZCZERZE KOMENTOWAĆ

Buziaczki :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz