Nad ranem obudziłam się przez dość głośny jęk. Powoli otworzyłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej
- Co się dzieje? - zapytałam
- Nic, tylko hamulec mi się w plecy wbił - powiedział Łukasz. Przysunęłam się do niego i wybuchłam śmiechem
- No co? - zdziwił się Łuki
- To nie jest hamulec tylko sprzęgło debilku!
- Wiesz, dla mnie nie ma różnicy co mi się wbija w plecy. Po prostu chcę wstać ale nie mogę przez ten hamulco-sprzęgło!
- Ok, ok. Już ci idę pomóc - uspokajając śmiech, wyszłam z auta i otworzyłam drzwi obok kierowcy. Wzięłam Piszczka za obie ręce i mocno pociągnęłam. Już po chwili stał przede mną 'obolały' kolega
- Au... moje plecy - narzekał
- Nie zrzędź jak baba tylko podziękuj
- Och, dziękuję moja wybawicielko - zadrwił za co specjalnie szturchnęłam go w plecy
- Osz ty świnio!
- Jak mnie nazwałeś?!
- No...
- Nie ważne! Foch forever! - odwróciłam się do niego plecami. Po chwili poczułam jak kładzie dłoń na moim ramieniu
- Anulka...
- Nie rozmawiam z tobą!
- Ale...
- Nie rozmawiam!
- Ale ty właśnie rozmawiasz!
- Wcale nie!
- Właśnie tak!
- Nie!
- Tak!
- Nie i koniec! - warknęłam po czym odeszłam kilka kroków
- Dobrze... przepraszam...
- Ech... wybaczam ci Piszczusiu - przytuliłam go. Tak naprawdę nie potrafię się na niego gniewać. Gdy przeprasza, ma taką słodką i skruszoną minkę, że wydaje się jakby był małym dzieckiem.
- Co tu się wyrabia? - zapytał zaspanym głosem Marco podchodząc do nas i przeciągając się
-Nic. Jak już jesteś to chyba możemy jechać, nie?
- No tak. Ale boję się z tobą jechać jeżeli ty potrafisz pomylić sprzęgło z hamulcem - zaśmiałam się
- Oj tam, oj tam. Spokojnie, dojedziemy cali i zdrowi - zapewnił obrońca
- Mam nadzieję. A która właściwie jest godzina? - zapytał Reus
- Jest... O matko!
- Co?
- Jest już jedenasta!
- Że what?! To już nie zdążymy na trening. Trener da nam taki wycisk że będziemy do domu na czworaka wracać!
- Marco, spokojnie. Może i nie jest za dobrze ale jeżeli wyjedziemy w ciągu pół godziny to zdążymy na dwie ostatnie godziny treningu!
- No dobra, zamiast gadać to ruszajmy! - klasnęłam w dłonie po czym weszłam do samochodu. Po chwili dołączyli do mnie chłopaki. Gdy Łukasz uruchomił silnik, na chwilę złapałam go za rękę
- To jest hamulec - pokazałam jeden z pedałów - a to sprzęgło
- Wiem, wiem. Zapewniam cię że nic nam się nie stanie
- Ok, kamień z serca. No to ruszaj i powodzenia
- Dzięki - usiadłam na swoje miejsce i samochód ruszył. Przez zakorkowane ulice Berlina, Piszczek jechał wolno i spokojnie. Lecz gdy wyjechał z obszaru zabudowanego, zaczęło się - jak ja to nazwałam - samochodowe piekło. Łuki wyprzedzał prawie wszystkie samochody, nawet gdy była linia ciągła, przejeżdżał na czerwonym świetle, nie patrzył na pierwszeństwo na skrzyżowaniach i ostro hamował. Podczas jazdy przytuliłam się do Marco gdyż samochód przechylał się na prawo i lewo. Gdy wreszcie dojechaliśmy, odetchnęłam z ulgą gdy Piszczek wyłączył silnik. Odwrócił się do nas z uśmiechem który zaraz zniknął po zobaczeniu naszych przerażonych min
- Chcę powiedzieć dwie rzeczy. Po pierwsze, dziękuję bogu że dojechaliśmy tu w jednym kawałku, ludzie i auto, choć nie wiem jakim cudem. Po drugie, kto ci do cholery dał prawo jazdy?! - krzyknęłam
- No... ja nie mam prawo jazdy - wyznał Łukasz
- Ach, no i wszystko jasne! Czyli jechałeś z pełną świadomością że policja nas zatrzyma?!
- Tak, ale...
- A z jakiego powodu nie masz?
- Bo mi zabrali
- Kto?
- Policja
- Nie no! Ja tu zaraz zwariuję! Wiesz jakim ty jesteś kierowcą? Żadnym! Nawet nie można cię tak nazwać bo ty jesteś po prostu debilem! - krzyknęłam
- Ej, Ania spokojnie - wtrącił się Marco
- Przepraszam ale nie mogę być spokojna
- Postaraj się. Muszę już lecieć, na razie! - pożegnał się z nami po czym udał się do swojego domu.
-Postaraj się nas nie zabić - warknęłam gdy Piszczek ruszył do naszej posiadłości.
- Ania, przepraszam...
- Za głupotę się nie przeprasza - resztę drogi przesiedzieliśmy w ciszy. Podobnie było w domu. Bez słowa poszłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi na klucz. Usiadłam na łóżku a z moich oczu spłynęło kilka łez. Nigdy jeszcze się tak z nim nie kłóciłam. Czasami poszło o pilota czy coś, ale zawsze po kilku minutach nam przechodziło. Siedziałam tak chyba 10 minut gdy usłyszałam pukanie. Szybkim ruchem starłam ślady łez i udałam że czytam książkę
- Tak? - zapytałam
- Mogę wejść?
- No dobrze - Łuki wszedł do pomieszczenia i oparł się o drzwi
- Idziesz ze mną na część treningu? - zapytał jakby nieśmiałym głosem
- Nie, dzisiaj sobie odpuszczę. Możesz już iść
- Chciałem ci coś jeszcze powiedzieć
- Co takiego?
- Ja przepraszam że...
- Nie - przerwałam mu - Nie przepraszaj. Tylko ja cię zapytam. Dlaczego policja zabrała ci prawko? - zapytałam nieco spokojniej
- Bo... ten...
- No wyduś to z siebie!
- Bo spowodowałem wypadek. Nikomu nic się nie stało -zastrzegł szybko. Jednak to nie pomogło. Wściekłam się na niego jeszcze bardziej
- Zejdź mi z oczu debilu - syknęłam
- Przecież...
- Zejdź mi z oczu powiedziałam! - krzyknęłam i rzuciłam książką w jego stronę. Zdążył schować się za drzwi i wyjść z pokoju, tym samym spełniając mój rozkaz. Walnęłam się z powrotem na łóżko, lecz tym razem nie płakałam. Chciałam się komuś wyżalić więc zadzwoniłam do Agaty
- Halo? Agata?
- Ania! Jak tam na koncercie?
- Fajnie, ale nie po to dzwonię. Możesz się spotkać?
- Pewnie, właśnie sobie rysujemy z Oliwką. Możesz wpadać nawet zaraz
- Chyba skorzystam - zaśmiałam się
- No i super. Czekam, już ci kredki szykuję
- Dzięki, pa - rozłączyłam się, przebrałam glany na trampki i wyszłam. W domu Błaszczykowskich byłam w kilka minut. Usiadłam przy stole i popatrzyłam na obrazki rysowane ręką Oliwki. Dziewczynka akurat poszła do swojego pokoju więc mogłam spokojnie porozmawiać z Agą która zaparzyła dwie herbaty i usiadła naprzeciwko mnie
- No to o co chodzi? Nie wyglądasz jakby była to dobra nowinka - zaczęła Aga
- Bo nie jest. Pierwszy raz poważnie pokłóciłam się z Łukaszem
- Ania, każdemu to się zdarza. To jest normalne
- Wiem, ale posłuchaj dlaczego. Pomylił hamulec że sprzęgłem co wzbudziło mój lekki niepokój. Przed podróżą obiecywał mi że nic nam się nie stanie. W czasie jazdy łamał chyba wszystkie przepisy i jechał z zawrotną prędkością. Gdy byliśmy już w Dortmundzie, wyznał że nie ma prawka i że był świadom iź policja mogła nas złapać. Potem okazało się że nie ma prawa jazdy bo spowodował wypadek! Strasznie się zdenerwowałam
- Rzeczywiście, to co zrobił było bardzo nieodpowiedzialne. Nie wiem co powiedzieć. Mam tylko nadzieję że w najbliższym czasie mu wybaczysz
- Może... dzięki Aga że mnie wysłuchałaś
- Od tego są przyjaciółki - przytuliłyśmy się i w tym momencie do salonu weszła Oliwka
- Ja też chce! - zawołała i przytuliła nas obie.
- Ja już będę leciała. Do zobaczenia! - powiedziałam po wspólnym przytulasku po czym wyszłam i skierowałam się do parku. Przesiedziałam tam dwie godziny, czekając aż trening chłopaków się skończy. Po tym czasie weszłam do domu i zauważyłam że Łuki siedzi na kanapie i chowa twarz w dłoniach. Chciałam cichutko przejść obok ale nie udało mi się
- Ania! Czekaj! - zatrzymał mnie
- Tak?
- Naprawdę cię przepra...
- Nie! Coś ci już mówiłam!
- Możesz mi chociaż raz nie przerywać?!
- Nie, nie mogę!
- To się naucz!
- Ta rozmowa nie ma sensu!
- Właśnie że ma! Posłuchaj mnie!
- Nie! Idę do siebie! - krzyknęłam po czym skierowałam się do swojego pokoju ale poczułam jak Łukasz łapie mnie za nadgarstek
- Poczekaj! - rozkazał
- Puść mnie, słyszysz?!
- Najpierw mnie posłuchaj!
- Nie chce cię sł... - nagle zakręciło mi się w głowie i poczułam że mnie mdli. Łukasz widząc moją nietęgą minę, od razu puścił mi rękę z czego skorzystałam i pobiegłam do łazienki. Zamknęłam drzwi na klucz, pochyliłam się nad kibelkiem i zwymiotowałam. Po wszystkim oparłam się o zimne kafelki, podciągnęłam nogi pod brodę i czekałam aż 'chwilą słabości' mi przejdzie. Wstałam i obmyłam twarz wodą a usta przepłukałam płynem. Wróciłam do mojej poprzedniej siedzącej pozycji a po chwili usłyszałam pukanie do drzwi
- Idź sobie - wymamrotałam
- Strasznie cię p...
- Jezu... nie dotarło?! Nie przepraszaj mnie!
- Źle się czujesz? Chcesz jakieś tabletki, herbatę?
- Nie, poradzę sobie
- Na pewno? Bo mogę ci przynieść
- Nie! Mam cię dosyć, rozumiesz?! Idź stąd, chcę być sama!
- Dobrze, rozumiem - słyszałam jak oddala się od łazienki i wchodzi na górę. Z moim oczu mimowolnie spływały łzy. Tak, jestem wrażliwa. Aż za bardzo.
____________________
Huhuhu... To sobie Łukaszek nagrabił ;)
Koncert był zarąbisty. Bardziej się podziwiało efekty, obrazy i latające rzeczy xd niż słuchało a muzyka była taka sama jak na płycie co sié żadko zdarza. Szkoda że Roger ma już ponad 70 lat i tylko kilka lub kilkanaście koncertów przed nim :( ale takie show jak urządza to nie ma nikt :D A może ktoś z was tam był? Lub lubi Floydów tak bardzo jak na albo nawet troszeczkę? Odp w komentarzach!
PROSZĘ SZCZERZE KOMENTOWAĆ
Buziaczki :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz