Nie wiem czy to robiłyście, ale chcę wam powiedzieć a właściwie poprosić żebyście nie czytały ani nie wchodziły na 'mojego' drugiego bloga ' Nie wolno się poddawać gdyż nadejdą szczęśliwe dni'. Od razu wszystko tłumaczę. Kilka tygodni temu pozwoliłam mojej koleżance że może sobie pisać opowiadanie na moim koncie, ale chyba nie dosłyszała że nie może publikować -,-
Tak więc dopiero dzisiaj się ogarnęłam i mam taką prośbę. TO NIE JEST MOJE OPOWIADANIE A ZA JEGO TREŚĆ NIE ODPOWIADAM
Ale to opowiadanie jest mojego autorstwa więc spokojnie
Dzięki za uwagę
Buziaczki :*
sobota, 17 sierpnia 2013
NIE CZYTAĆ!
piątek, 16 sierpnia 2013
Rozdział VI
~ Dwa dni później~
No tak, to musiało się kiedyś stać. Ewa podejrzewa że coś jest między mną a Łukaszem. I nie chodzi jej o kłótnię. Myśli że Piszczek zdradził ją że mną, i dlatego teraz się do siebie nie odzywamy. Siedziała właśnie przy stole w jadalni popijając gorącą herbatę
- Ewa... - zaczęłam a ona odwróciła głowę
- Posłuchaj mnie - usiadłam obok niej i położyłam swoją dłoń na jej dłoni
- Idź... - wyszeptała. Czuć było że nie chce mnie widzieć. Teraz wiem jak czuje się Łukasz
- Wszystko ci wytłumaczę. To nie była zdrada, tylko kłótnia
- Co? - popatrzyła na mnie. Opowiedziałam jej o wszystkim. Po mojej przemowie, rozpłakała się
- Aniu... Tak cię przepraszam!
- Cicho... Nic się nie stało - przytuliłam ją. Po krótkiej rozmowie i rozluźnieniu atmosfery, wyszłam na spacer. Było około dwunastej więc na ulicach było mało ludzi. Po pół godzinie podeszłam do ławki z zamiarem odpoczynku na niej. Lecz w tym momencie podszedł do mnie jakiś łysy koleś. Typowy dres
- Hej, mała! - krzyknął
- Nie jestem mała łysolu - warknęłam. Łysy zaśmiał się i złapał mnie za ręce
- Spokojnie, nie chcę ci zrobić tego o czym myślisz. Masz jakąś kase?
- Nie! Puszczaj mnie! - szarpałam się przez co dostałam mocno w twarz
- Dawaj kase! Widziałem cię w towarzystwie piłkarzy więc chyba biedy nie klepiesz!
- Zostaw mnie! - Koleś już się wymierzył do zadania ciosu gdy ktoś z tyłu złapał go za rękę i wykręcił ją
- Auu!!! - zawył dres. Okazało się że był to Łukasz. Przypomniało mi się jak uratował mnie od Artura.
- Zostaw ją rozumiesz? - krzyknął łapiąc gościa za bluzkę
- Następnym razem się uda! - powiedział rozzłoszczony dres, splunął pod nogi Piszczka po czym poszedł w cholerę. Łukasz odwrócił się do mnie i już chciał coś powiedzieć ale nagle go przytuliłam. Przez chwilkę stał jak słup a zaraz odwzajemnił gest
- Dziękuję i przepraszam - wyszeptałam
- Nie, to ja przepraszam. Zachowałem się jak ostatni debil podejmując się prowadzenia z Berlina i tym kłamstwem. Nigdy nie powinienem był siadać za kierownicą. Jeszcze raz przepraszam - zauważyłam że z jego oczu spłynęło kilka łez
- No już, wybaczam ci. Tylko nie płacz bo ja się zaraz rozkleję - starłam mu łzy a Łukasz pierwszy raz od kilku dni spojrzał mi prosto w oczy. Wtedy przeraził się
- Ania, siadaj na ławce. Masz rozciętą wargę - powiedział i usadził mnie na ławce. Po chwili z torby treningowej wyjął chusteczki i wodę utlenioną
- Ty to zawsze w torbie nosisz? - zapytałam widząc jeszcze bandaż, plastry i różne takie
- Trener nam karze. Jak widać, przydaje się - uśmiechnął się, usiadł obok mnie i zdezynfekował mi ranę
- Już. Idziesz do domu?
- Chyba już pójdę. Zapowiada się deszcz - wskazałam na granatowe chmury pędzące w naszą stronę
- Wiesz, niby nie jesteśmy z cukru ale chyba wolałbym tego uniknąć - oboje zaśmialiśmy się i czym prędzej pobiegliśmy do domu. Przekroczyliśmy próg w chwili gdy lunął deszcz.
- Cieszę się że się pogodziliśmy - powiedziałam gdy zdejmowałam buty
- Ja też - weszliśmy do salonu
- Czy ja dobrze słyszałam? Pogodziliście się? - zapytała uśmiechnięta Ewa
- Tak
- Aaa!!! To super! - zapiszczała i rzuciła się nam w ramiona.
- Ania! Co ci się stało?! - przeraziła się gdy na mnie spojrzała
- Nic takiego. Łukasz uratował mnie od ataku wściekłego dresa - zaśmiałam się
- Haha, no dobra. Ja muszę wracać do Sary - poszła do salonu i usiadła obok dziewczynki na dywanie, Piszczek poszedł wziąć prysznic po treningu a ja podreptałam do swojego pokoju. Usiadłam przy biurku i rozejrzałam się. Pierwszy raz od trzech dni ten pokój wydaje się zwykłym pomieszczeniem a nie okazją do wypłakania się czy zbicia ramki że zdjęciem. Wzięłam słuchawki i puściłam muzykę. Walnęłam się na łóżko i chyba z dwie godziny patrzyłam jak deszcz spływa po szybie w moim pokoju a stukot kropli zagłusza piosenki. W pewnym momencie ledwie dosłyszalnie, usłyszałam pukanie do drzwi
- Proszę! - krzyknęłam po czym
wyłączyłam Mp3. Do pokoju wszedł Marco a serce mi szybciej zabiło
- Hej - powiedział i usiadł obok mnie
- Co cię do mnie sprowadza?
- Nie wiem. Strasznie mi się nudziło a pierwszą osobą o jakiej pomyślałem byłaś ty - uśmiechnął się a ja czułam jak się rumienię
- To co byś chciał robić?
- Hmm... dobre pytanie. Może w coś pogramy?
- Ok, a w co?
- W skojarzenia?
- Ok! Ja zaczynam!
- Dajesz
- Polska
- Tusk
- Emerytura
- Dziadki
- Babcie
- Dżem
- Truskawki
- Lato
- Słońce
- Woda
- Morze
- Ocean
- Film
- Star Wars
- Lord Vader
- Luke Skywalker
- Miecz
- Średniowiecze
- Księżniczki
- Rycerze
- Konie
- Romantyzm
- Świece
- Czekoladki
- Kolacja
- Miłość
- Pocałunek
- Ok
- Co? - zdziwiłam się. Marco powoli się do mnie przybliżał a ja czułam że serce mi zaraz wyskoczy i będzie zgon na miejscu. Nasze twarze dzieliły milimetry. Po chwili odezwał się Marco
- Ania, ko...
____________________
No. Nie wiem co napisać -,-
Dobrze że Anka i Łuki już się pogodzili, nie? A co Marco chce powiedzieć Ani?
To już w następnym rozdziale!
+ Dziś idę na mecz Legia-Steaua w eliminacjach LM. Całym sercem jestem za ( L ) i mam nadzieję że wygrają a Polska doczeka się wejścia do fazy grupowej Ligi Mistrzów, na co czeka już 17 lat
P.S.
Sorry za późną porę ale jakoś nie mogę zasnąć więc napisałam rozdział :) Zastanawiałam się nawet czy nie utworzyć bloga takiego jak ten, tylko o piłkarzach Legii Warszawa. Co o tym myślicie?
PROSZĘ SZCZERZE KOMENTOWAĆ
Buziaczki :*
Rozdział V
~ Oczami Łukasza ~
Co ja zrobiłem?! Za wszelką cenę chciałem ją przeprosić aż doszło do mdłości z nerwów. Przecież to taka wrażliwa dziewczyna! Zdołowany dowlokłem się do swojego pokoju i zadzwoniłem do Roberta
- Halo?
- Siema Łukasz! Co tam u ciebie?
- Nie za dobrze. Możesz się spotkać?
- Pewnie, za chwilę pod Iduną?
- Ok, narazie - rozłączyłem się po czym zszedłem na dół. Ania jeszcze nie wyszła z łazienki. Westchnąłem i wyszedłem na spotkanie z Lewym. Po kilku minutach byłem na miejscu
- Siema - przywitaliśmy się i usiedliśmy na ławce
- To o co chodzi?
- Pokłóciłem się z Anią do tego stopnia, że oboje krzyczeliśmy aż w końcu dopadły ją mdłości i zamknęła się w łazience
- Uuu... nie ciekawie. Ale na pewno nie będzie się gniewała wieczność. Spróbuj się tym nie przejmować a przy najbliższej okazji zrobić coś miłego
- Pewnie tak zrobię. Dzięki
- Nie ma za co - przybiliśmy piątkę.
~ Oczami Ani ~
Siedziałam tam jeszcze z pół godziny aż zrobiłam się głodna. Starłam ślady łez i poszłam do kuchni. Było cicho i pusto więc Łukasz pewnie gdzieś wyszedł. Wzięłam kanapkę z podróży i usiadłam z nią w jadalni. Dziwnie się czułam gdy było tak pusto. Zazwyczaj gra telewizor albo radio, lub ktoś coś gada. Popiłam kanapkę wodą cytrynową i również wyszłam z domu, ale bez konkretnego celu. Chodziłam sobie spacerkiem dosłownie wszędzie aż rozbolały mnie nogi i usiadłam na ławce na starówce. Po paru minutach ktoś zakrył mi oczy
- Zgodnij kto to - odezwał się ten jedwabiście piękny głos
- Hmm... terrorysta?
- Prawie - zaśmiał się Marco. Usiadł obok mnie
- Ej, co cię trapi? - zapytał
- Wiesz co...
- To co w samochodzie?
- Dokładnie. Przez te nerwy zwymiotowałam i zamknęłam się w łazience
- Ale już się dobrze czujesz?
- Tak, jest ok. A co tam u ciebie?
- Nogi mi odpadają po treningu! Musiałem robić z Piszczkiem 20 karnych kółek wokół stadionu
- Acha. Zaraz, zaraz. Wokół stadionu? A nie boiska?
- Nie mylę tych dwóch rzeczy
- Racja. To czemu chodzisz na spacer skoro cię tak nogi bolą?
- Bo nie mogę siedzieć w domu! Chyba by mi dupa zdrętwiała o ile to możliwe
- Haha, nie wiem. Chcesz coś porobić?
- Chcę. Właśnie miałem zamiar iść do sklepu i kupić sobie nowe buty
- A co? Skończyły ci się?
- Ha-Ha-ha. Nie, po prostu zgubiłem jedną parę
- Dobra, to chodźmy. Pomogę ci - pociągnęłam go za rękę i poszliśmy do centrum handlowego. Byliśmy w kilkunastu sklepach. Marco kupował jak zrzędliwa baba! To mu nie pasuje, to za kolorowe, to za ciemne...
- O, te będą idealne - stwierdził pokazując mi neonowo pomarańczowe adidasy
- Jak chcesz. Nawet ładne. Nie będę się wstydziła z tobą chodzić - zaśmiałam się. Marco lekko szturchął mnie w rękę, kupił buty i wyszliśmy z centrum.
- To co teraz robimy? - zapytałam
- Może pójdziemy na kawę?
- Ok - poszliśmy do bardzo klimatycznej kawiarni i usiedliśmy przy stoliku na zewnątrz i oboje zamówiliśmy po dużej latte. Na chwilę się zamyśliłam o zaistniałej sytuacji. Może powinnam wybaczyć Łukaszowi? Chociaż nie. Posunął się o krok za daleko. Poza tym, już mu powiedziałam że mam go dosyć więc moja godność mi ma to nie pozwalała. W pewnej chwili zorientowałam się że Marco macha mi ręką przed nosem
- Odpłynęłaś - powiedział
- A, sorry - uśmiechnęłam się przepraszająco po czym upiłam połowę kawy. Po pół godzinie oboje skończyliśmy swoje napoje więc wstaliśmy od stołu. Spojrzałam na zegarek i zamarłam. Było już dobrze po dwunastej w nocy
- To co? Do jutra? - zapytał Reus gdy odprowadził mnie pod dom
- Tak
- No to dobranoc - uśmiechnął się po czym pocałował mnie w policzek. Zamknęłam na sekundę oczy żeby cieszyć się tą chwilą
- Dobranoc - odpowiedziałam stojąc już w drzwiach. Patrzyłam jak Niemiec oddała się w ciemność nocy aż znika. Z uśmiechem na twarzy weszłam do domu. Zauważyłam że Piszczek siedzi przed telewizorem. Gdy mnie zobaczył, od razu wstał
- Gdzie byłaś? - zapytał spokojnie
- Z Marco ale to nie twoja sprawa - odparłam nerwowo i szybkim krokiem oddaliłam się od niego. Znów zamknęłam się w pokoju. Tyle że tym razem przebrałam się w pidżamę i położyłam na łóżku. Byłam już trochę zmęczona więc czekałam tylko 5 minut aby odpłynąć w krainę Morfeusza.
»»««
Obudziłam się przez głośny alarm. Wstałam z zamkniętymi oczami i ręką wyszukiwałam źródła dźwięku czyli mojego telefonu. W końcu go odnalazłam i otworzyłam oczy. Był to alarm z wielkim napisem 'Odebrać Ewkę z lotniska!'. Zrobiłam facepalm i od razu zerwałam się z łóżka. Na śmierć zapomniałam że dzisiaj przylatuje Ewa! Szybko się umyłam, ubrałam i zbiegłam na dół. W jadalni siedział już Łukasz i jadł kanapki z nutellą. Naprzeciwko niego był drugi talerz, dla mnie. Z jego miny nie można było nic wywnioskować. Z jednej strony cieszył się że jego żona i córeczka wraca, a z drugiej był zdołowany naszą kłótnią. Usiadłam przy swoim talerzu
- Dzięki - powiedziałam cicho i zaczęłam jeść. Po śniadaniu, poszłam na górę po torbę i powoli zeszłam na dół
- Gotowa? - zapytał mnie Łukasz stojąc przy samochodzie
- Yhym - weszłam fo środka na miejsce obok kierowcy. Niestety, nie wzięłam z Warszawy swojego prawka więc byłam narazie skazana na Łukasza. Złapałam się za uchwyt bezpieczeństwa i zamknęłam kurczowo oczy. Piszczek tylko westchnął i ruszył. Tym razem jechał spokojnie i przestrzegał przepisów. Gdy dojechaliśmy na lotnisko, był kłopot z zaparkowaniem. Szukaliśmy miejsca na całym parkingu aż znalazło się jedno, trochę ciasne.
- Dasz radę? - zapytałam porównując wielkość auta do szerokości miejsca
- Oczywiście - odparł po czym zaczął się ostrożnie wpasowywać w prostokąt. Udało mu się obyć bez zadrapań i rys
- No to idziemy - zarządził po czym pociągnął sprzęgło. W tym momencie nasz samochód uderzył w inne auto stojące z tyłu
- Oj, zły bieg - skrzywił się. Ja tylko posłałam mu mordercze spojrzenie. Gdyby wzrok mógł zabijać, już by nie żył. Wysiadłam z samochodu, mocno trzasnęłam drzwiami i poszłam do budynku lotniska. Łukasz siedział jeszcze chwilę w aucie, przeklinając własną głupotę aż w końcu wysiadł i poczłapał za mną. Wpatrując się w wyjście z tunelu, wreszcie dojrzeliśmy Ewę z malutką Sarą na rękach. Podeszła do nas, dała Łukaszowi Sarę a mnie mocno przytuliła
- Tęskniłam - powiedziała
- Ja też - uśmiechnęłam się. Po chwili Sara wylądowała na moich rękach a małżeństwo powitało się długim pocałunkiem. W końcu Sara znów była w rękach matki
- To jak? Co się działo podczas mojej nieobecności? - zapytała Ewa idąc z nami do auta. Oboje spuściliśmy wzrok
- Ej, co jest? - zdziwiła się
- Nic, po prostu było nudno - wytłumaczyłam
- No niech wam będzie - zaśmiała się po czym wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu. Ewa, Łukasz i Sarą usiedli w salonie
- Ania, nie dołączysz do nas? - zapytała Ewa
- Nie, trochę źle się czuje - skł
- No dobrze. Tylko mi się nie rozchoruj!
- Ok - zaśmiałam się po czym poszłam do pokoju i usiadłam na łóżku. Moim oczom ukazało się pewne zdjęcie w ramce. Przedstawiało ono mnie przytulającą się z Łukaszem. Było to pierwszego dnia gdy się poznaliśmy. Myślałam wtedy że to wszystko żart więc poprosiłam o autograf i zdjęcie. Nagle poczułam że niepotrzebnie się na niego zdenerwowałam. Ale zaraz się opamiętałam i znów wróciła złość. Nawet większa niż wcześniej. Wzięłam zdjęcie do ręki, chwilę na nie popatrzyłam a po chwili rzuciłam mocno o podłogę. Szkło roztrzaskało się na wszystkie strony a ja zaczęłam płakać. Chciałabym już się pogodzić z Łukaszem. Ale oczywiście musiałam powiedzieć że mam go dość! Ale ja głupia...
- Ja chcę do Łukiego - wyszeptałam po czym rzuciłam się na łóżko i dałam upust emocjom.
____________________
Trochę taki nijaki mi się wydaje... O.o
Ale to pozostawiam wam do oceny :)
PROSZĘ SZCZERZE KOMENTOWAĆ
Buziaczki :*
czwartek, 15 sierpnia 2013
Rozdział IV
Nad ranem obudziłam się przez dość głośny jęk. Powoli otworzyłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej
- Co się dzieje? - zapytałam
- Nic, tylko hamulec mi się w plecy wbił - powiedział Łukasz. Przysunęłam się do niego i wybuchłam śmiechem
- No co? - zdziwił się Łuki
- To nie jest hamulec tylko sprzęgło debilku!
- Wiesz, dla mnie nie ma różnicy co mi się wbija w plecy. Po prostu chcę wstać ale nie mogę przez ten hamulco-sprzęgło!
- Ok, ok. Już ci idę pomóc - uspokajając śmiech, wyszłam z auta i otworzyłam drzwi obok kierowcy. Wzięłam Piszczka za obie ręce i mocno pociągnęłam. Już po chwili stał przede mną 'obolały' kolega
- Au... moje plecy - narzekał
- Nie zrzędź jak baba tylko podziękuj
- Och, dziękuję moja wybawicielko - zadrwił za co specjalnie szturchnęłam go w plecy
- Osz ty świnio!
- Jak mnie nazwałeś?!
- No...
- Nie ważne! Foch forever! - odwróciłam się do niego plecami. Po chwili poczułam jak kładzie dłoń na moim ramieniu
- Anulka...
- Nie rozmawiam z tobą!
- Ale...
- Nie rozmawiam!
- Ale ty właśnie rozmawiasz!
- Wcale nie!
- Właśnie tak!
- Nie!
- Tak!
- Nie i koniec! - warknęłam po czym odeszłam kilka kroków
- Dobrze... przepraszam...
- Ech... wybaczam ci Piszczusiu - przytuliłam go. Tak naprawdę nie potrafię się na niego gniewać. Gdy przeprasza, ma taką słodką i skruszoną minkę, że wydaje się jakby był małym dzieckiem.
- Co tu się wyrabia? - zapytał zaspanym głosem Marco podchodząc do nas i przeciągając się
-Nic. Jak już jesteś to chyba możemy jechać, nie?
- No tak. Ale boję się z tobą jechać jeżeli ty potrafisz pomylić sprzęgło z hamulcem - zaśmiałam się
- Oj tam, oj tam. Spokojnie, dojedziemy cali i zdrowi - zapewnił obrońca
- Mam nadzieję. A która właściwie jest godzina? - zapytał Reus
- Jest... O matko!
- Co?
- Jest już jedenasta!
- Że what?! To już nie zdążymy na trening. Trener da nam taki wycisk że będziemy do domu na czworaka wracać!
- Marco, spokojnie. Może i nie jest za dobrze ale jeżeli wyjedziemy w ciągu pół godziny to zdążymy na dwie ostatnie godziny treningu!
- No dobra, zamiast gadać to ruszajmy! - klasnęłam w dłonie po czym weszłam do samochodu. Po chwili dołączyli do mnie chłopaki. Gdy Łukasz uruchomił silnik, na chwilę złapałam go za rękę
- To jest hamulec - pokazałam jeden z pedałów - a to sprzęgło
- Wiem, wiem. Zapewniam cię że nic nam się nie stanie
- Ok, kamień z serca. No to ruszaj i powodzenia
- Dzięki - usiadłam na swoje miejsce i samochód ruszył. Przez zakorkowane ulice Berlina, Piszczek jechał wolno i spokojnie. Lecz gdy wyjechał z obszaru zabudowanego, zaczęło się - jak ja to nazwałam - samochodowe piekło. Łuki wyprzedzał prawie wszystkie samochody, nawet gdy była linia ciągła, przejeżdżał na czerwonym świetle, nie patrzył na pierwszeństwo na skrzyżowaniach i ostro hamował. Podczas jazdy przytuliłam się do Marco gdyż samochód przechylał się na prawo i lewo. Gdy wreszcie dojechaliśmy, odetchnęłam z ulgą gdy Piszczek wyłączył silnik. Odwrócił się do nas z uśmiechem który zaraz zniknął po zobaczeniu naszych przerażonych min
- Chcę powiedzieć dwie rzeczy. Po pierwsze, dziękuję bogu że dojechaliśmy tu w jednym kawałku, ludzie i auto, choć nie wiem jakim cudem. Po drugie, kto ci do cholery dał prawo jazdy?! - krzyknęłam
- No... ja nie mam prawo jazdy - wyznał Łukasz
- Ach, no i wszystko jasne! Czyli jechałeś z pełną świadomością że policja nas zatrzyma?!
- Tak, ale...
- A z jakiego powodu nie masz?
- Bo mi zabrali
- Kto?
- Policja
- Nie no! Ja tu zaraz zwariuję! Wiesz jakim ty jesteś kierowcą? Żadnym! Nawet nie można cię tak nazwać bo ty jesteś po prostu debilem! - krzyknęłam
- Ej, Ania spokojnie - wtrącił się Marco
- Przepraszam ale nie mogę być spokojna
- Postaraj się. Muszę już lecieć, na razie! - pożegnał się z nami po czym udał się do swojego domu.
-Postaraj się nas nie zabić - warknęłam gdy Piszczek ruszył do naszej posiadłości.
- Ania, przepraszam...
- Za głupotę się nie przeprasza - resztę drogi przesiedzieliśmy w ciszy. Podobnie było w domu. Bez słowa poszłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi na klucz. Usiadłam na łóżku a z moich oczu spłynęło kilka łez. Nigdy jeszcze się tak z nim nie kłóciłam. Czasami poszło o pilota czy coś, ale zawsze po kilku minutach nam przechodziło. Siedziałam tak chyba 10 minut gdy usłyszałam pukanie. Szybkim ruchem starłam ślady łez i udałam że czytam książkę
- Tak? - zapytałam
- Mogę wejść?
- No dobrze - Łuki wszedł do pomieszczenia i oparł się o drzwi
- Idziesz ze mną na część treningu? - zapytał jakby nieśmiałym głosem
- Nie, dzisiaj sobie odpuszczę. Możesz już iść
- Chciałem ci coś jeszcze powiedzieć
- Co takiego?
- Ja przepraszam że...
- Nie - przerwałam mu - Nie przepraszaj. Tylko ja cię zapytam. Dlaczego policja zabrała ci prawko? - zapytałam nieco spokojniej
- Bo... ten...
- No wyduś to z siebie!
- Bo spowodowałem wypadek. Nikomu nic się nie stało -zastrzegł szybko. Jednak to nie pomogło. Wściekłam się na niego jeszcze bardziej
- Zejdź mi z oczu debilu - syknęłam
- Przecież...
- Zejdź mi z oczu powiedziałam! - krzyknęłam i rzuciłam książką w jego stronę. Zdążył schować się za drzwi i wyjść z pokoju, tym samym spełniając mój rozkaz. Walnęłam się z powrotem na łóżko, lecz tym razem nie płakałam. Chciałam się komuś wyżalić więc zadzwoniłam do Agaty
- Halo? Agata?
- Ania! Jak tam na koncercie?
- Fajnie, ale nie po to dzwonię. Możesz się spotkać?
- Pewnie, właśnie sobie rysujemy z Oliwką. Możesz wpadać nawet zaraz
- Chyba skorzystam - zaśmiałam się
- No i super. Czekam, już ci kredki szykuję
- Dzięki, pa - rozłączyłam się, przebrałam glany na trampki i wyszłam. W domu Błaszczykowskich byłam w kilka minut. Usiadłam przy stole i popatrzyłam na obrazki rysowane ręką Oliwki. Dziewczynka akurat poszła do swojego pokoju więc mogłam spokojnie porozmawiać z Agą która zaparzyła dwie herbaty i usiadła naprzeciwko mnie
- No to o co chodzi? Nie wyglądasz jakby była to dobra nowinka - zaczęła Aga
- Bo nie jest. Pierwszy raz poważnie pokłóciłam się z Łukaszem
- Ania, każdemu to się zdarza. To jest normalne
- Wiem, ale posłuchaj dlaczego. Pomylił hamulec że sprzęgłem co wzbudziło mój lekki niepokój. Przed podróżą obiecywał mi że nic nam się nie stanie. W czasie jazdy łamał chyba wszystkie przepisy i jechał z zawrotną prędkością. Gdy byliśmy już w Dortmundzie, wyznał że nie ma prawka i że był świadom iź policja mogła nas złapać. Potem okazało się że nie ma prawa jazdy bo spowodował wypadek! Strasznie się zdenerwowałam
- Rzeczywiście, to co zrobił było bardzo nieodpowiedzialne. Nie wiem co powiedzieć. Mam tylko nadzieję że w najbliższym czasie mu wybaczysz
- Może... dzięki Aga że mnie wysłuchałaś
- Od tego są przyjaciółki - przytuliłyśmy się i w tym momencie do salonu weszła Oliwka
- Ja też chce! - zawołała i przytuliła nas obie.
- Ja już będę leciała. Do zobaczenia! - powiedziałam po wspólnym przytulasku po czym wyszłam i skierowałam się do parku. Przesiedziałam tam dwie godziny, czekając aż trening chłopaków się skończy. Po tym czasie weszłam do domu i zauważyłam że Łuki siedzi na kanapie i chowa twarz w dłoniach. Chciałam cichutko przejść obok ale nie udało mi się
- Ania! Czekaj! - zatrzymał mnie
- Tak?
- Naprawdę cię przepra...
- Nie! Coś ci już mówiłam!
- Możesz mi chociaż raz nie przerywać?!
- Nie, nie mogę!
- To się naucz!
- Ta rozmowa nie ma sensu!
- Właśnie że ma! Posłuchaj mnie!
- Nie! Idę do siebie! - krzyknęłam po czym skierowałam się do swojego pokoju ale poczułam jak Łukasz łapie mnie za nadgarstek
- Poczekaj! - rozkazał
- Puść mnie, słyszysz?!
- Najpierw mnie posłuchaj!
- Nie chce cię sł... - nagle zakręciło mi się w głowie i poczułam że mnie mdli. Łukasz widząc moją nietęgą minę, od razu puścił mi rękę z czego skorzystałam i pobiegłam do łazienki. Zamknęłam drzwi na klucz, pochyliłam się nad kibelkiem i zwymiotowałam. Po wszystkim oparłam się o zimne kafelki, podciągnęłam nogi pod brodę i czekałam aż 'chwilą słabości' mi przejdzie. Wstałam i obmyłam twarz wodą a usta przepłukałam płynem. Wróciłam do mojej poprzedniej siedzącej pozycji a po chwili usłyszałam pukanie do drzwi
- Idź sobie - wymamrotałam
- Strasznie cię p...
- Jezu... nie dotarło?! Nie przepraszaj mnie!
- Źle się czujesz? Chcesz jakieś tabletki, herbatę?
- Nie, poradzę sobie
- Na pewno? Bo mogę ci przynieść
- Nie! Mam cię dosyć, rozumiesz?! Idź stąd, chcę być sama!
- Dobrze, rozumiem - słyszałam jak oddala się od łazienki i wchodzi na górę. Z moim oczu mimowolnie spływały łzy. Tak, jestem wrażliwa. Aż za bardzo.
____________________
Huhuhu... To sobie Łukaszek nagrabił ;)
Koncert był zarąbisty. Bardziej się podziwiało efekty, obrazy i latające rzeczy xd niż słuchało a muzyka była taka sama jak na płycie co sié żadko zdarza. Szkoda że Roger ma już ponad 70 lat i tylko kilka lub kilkanaście koncertów przed nim :( ale takie show jak urządza to nie ma nikt :D A może ktoś z was tam był? Lub lubi Floydów tak bardzo jak na albo nawet troszeczkę? Odp w komentarzach!
PROSZĘ SZCZERZE KOMENTOWAĆ
Buziaczki :*
środa, 14 sierpnia 2013
Rozdział III
Siedziałam sobie spokojnie w salonie i oglądałam tv aż nagle usłyszałam jak ktoś wpada do domu
- Anka! - wydarł się Łukasz
- Co się drzesz?
- Marco miał wypadek! Idź do niego!
- Że co?! - jak to możliwe? Przecież godzinę temu grałam z nim w fifę! Najszybciej jak mogłam, pobiegłam z domu do posesji Marco i szukałam go po całym domu
- Marco! Marco? - krzyczałam
- Na górze - odkrzyknął mi. Wbiegłam po schodach i ujżałam go jak siedział na korytarzu a na ręku miał małe rozcięcie. Uklęknęłam przy nim
- Co ci się stało? - zapytałam
- Nic
- To dlaczego Piszczu mówił że miałeś wypadek?
- Ja mu to powiedziałem. Po prostu chciałem cię zobaczyć - patrzył na mnie tymi swoimi pięknymi paczadełkami
- Ale... - nie zdążyłam dokończyć gdyż Reus zbliżył się do mnie. Już prawie czułam jego usta na swoich
- Kocham cię - wyszeptał
- Ja ciebie też. Kocham cię! Jesteś dla mnie wszystkim! Od dawna cię kochałam i nigdy nie przestanę! - mówiłam i czekałam aż mnie pocałuje. Nasze twarze dzieliły milimetry i wtem poczułam jak ktoś mnie szturcha. Otworzyłam oczy i zamarłam. Byłam w moim salonie a to wszystko był sen.
- Anka! - krzyczał Łukasz szturchając mnie
-Co?!
- Chciałem ci tylko powiedzieć że jak wiesz mam żonę i dziecko a z tobą łączy mnie przyjaźń
- Ale... po co mi to mówisz?
- Przez sen mówiłaś ,,kocham cię! Jesteś dla mnie wszystkim!" i takie podobne. Do tego tuliłaś się do mnie
- O matko... - czułam że robię się czerwona jak burak
- Ja nie śniłam o tobie, sorry
- A mogę wiedzieć o kim?
- Narazie nie
- Spoko, rozumiem. Jest już wpół do pierwszej. Będziesz jeszcze spać?
- Raczej nie. A ty się nie przebierasz? - spytałam gdyż Piszczek ubrany był w klubową bluzę i dżinsy
- Tak, już idę - poszedł na górę a ja skakałam po kanałach. Na którymś z nich leciało coś na podobieństwo polskich Trudnych Spraw
- Dusseldorf. Tu mieszka Hans z żoną Ireną i dwójką nastoletnich dzieci (…) i dowiaduje się że jego syn codziennie po szkole idzie do sklepu osiedlowego i kupuje kilka jaboli. Hans jest tym wzburzony i wyrzuca jedenastolatka z domu...
- Bla, Bla, Bla. Jakie to głupie! - poprzełączałam jeszcze kilka kanałów aż natrafiłam na jakiś film. Chwilę po tym do salonu wszedł Łuki. Był ubrany podobnie do mnie tylko że na koszulce miał album ... And Justice For All.
- Do twarzy ci w czarnym - pochwaliłam
- Dzięki. Zaraz musimy się zbierać
- Spoko. Wezmę tylko torbę i możemy jechać - po minucie wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do Marco. Otworzył nam jakby klon. Tak jak my, miał na sobie czarne rurki, czarne trampki i koszulkę Metallici z albumem Kill 'Em All.
- Witajcie klony - przywitał nas i weszliśmy do jego domu. Gdy zasiedliśmy w salonie, spojrzałam się na niego. Czarna koszulka idealnie komponowała się z jego blond włosami i pięknymi oczami. Zastanawiałam się czy mój dziwny aczkolwiek cudowny sen coś znaczył. Ja już to wiedziałam. Kocham Marco ale nie wiem czy on mnie. Typowe -,-. Mogłabym się tak wpatrywać w niego godzinami lecz w tej chwili oderwałam wzrok gdyż Reus wstał i poszedł po coś na górę a Łukasz machał mi ręką przed oczyma
- Czego? - warknęłam
- Mamy na niego czekać w samochodzie rozmarzona księżniczko - powiedział idąc że mną na dwór. Rozmarzona księżniczko? Czyżby się domyślił o kim marzę?
- Jestem! Możemy jechać! - oznajmił Marco wsiadając na miejsce kierowcy w swoim Range Roverze i po chwili wyjechaliśmy. Z płyty leciała oczywiście Metallica która miała nam towarzyszyć przez całą drogę. Pierwszy postój zrobiliśmy sobie po dwóch i pół godzinie na stacji benzynowej. Łukasz poszedł kupić hot-dogi a ja stałam przy aucie i rozprostowywałam nogi. Marco opierał się szarmancko o maskę samochodu i patrzył na reklamę Paulanera, niemieckiego piwa
- Mam z tym piwem dobre skojarzenia - przerwałam niezręczną dla mnie ciszę
- Tak? Jakie? - zapytał odrywając wzrok od reklamy
- Nie słyszałeś? Piłkarze Bayernu otruli się nim i teraz 24 na dobę są w domu i wymiotują - na samo wspomnienie się uśmiechnęłam
- Serio? Haha, nie słyszałem o tym - uśmiechnął się. Wrócił Łuki z hot-dogami i wsiedliśmy z powrotem do auta. Ziewnęłam głęboko po czym osunęłam się na ramię Łukasza i zasnęłam.
Obudziłam się przez rażące promienie słońca które wdarły się przez szyby auta. Podniosłam się z siedzenia i stwierdziłam że w samochodzie jestem tylko ja. Nerwowo rozglądałam się dookoła i wyszłam z pojazdu. Odetchnęłam z ulgą gdy zobaczyłam chłopaków siedzących na trawie. Podeszłam do nich
- Co tam? - zapytałam
- A nic. Czekaliśmy aż się obudzisz żeby pójść na miasto. Idziemy?
- Pewnie - szliśmy kilkanaście minut. Do siódmej wieczorem zdążyliśmy odwiedzić berlińskie ZOO, Tropical Island, Samsung City, Lego Land i zjedliśmy obiad. Gdy już wróciliśmy do auta, wyjęłam z niego moje glany i poszłam gdzieś na asfalt je założyć. Przystanęłam kilkaset metrów od chłopaków i zajęłam się butami. Po chwili usłyszałam czyjś śmiech. Był on mi dobrze znany
- Proszę, proszę. Kogo my tu mamy? - odezwał się donośny męski głos. Nie! To nie może być on! Podniosłam głowę i niestety, to był on. Artur, mój były z liceum.
- Czego chcesz? - warknęłam kończąc wiązać buty
- A jak myślisz? Może ty zapomniałaś, ale ja nie! Takich zbrodni się nie zapomina! - krzyknął że aż zamknęłam oczy. Ogólnie, Artur to miły chłopak. Jednak któregoś dnia jego brat zginął w wypadku samochodowym. Artur oskarżył mnie że to moja wina, iż w tym czasie uczyłam się jeździć. Wszyscy, policja, rodzina i ja, mówiliśmy mu że to nie prawda ale on był uparty. Zerwał ze mną niedługo przed moim wyjazdem do Niemiec. Od tamtej pory już go nie widziałam.
- I co tak stoisz? Myślisz kogo jeszcze zabić?! A może już to zrobiłaś?! Odpowiedz mi morderczynio! - krzyczał. Nie mogłam wydusić z siebie słowa. Stałam nieco roztrzęsiona i słuchałam jego pełnych bólu wyżaleń. W pewnym momencie poczułam piekący ból na policzku. To Artur mnie spoliczkował. Już przymierzał się do kolejnego ciosu ale na szczęście przybiegł Łukasz
- Co ty robisz koleś?! Odwal się od niej! - Łuki odepchnął Artura ode mnie
- Strzeż się piłkarzyku! Nie wiesz do czego ona jest zdolna! Dzisiaj jesteś z nią na koncercie a jutro możesz nie żyć! Jeszcze cię dorwę! -ostatnie słowa skierował do mnie po czym szybkim krokiem oddalił się. Łukasz przytulił mnie
- Już dobrze. Nic ci już nie zrobi - uspokajał mnie. Powiedziałam mu o incydencie przed wyjazdem więc wiedział kto to był.
- Dziękuję - powiedziałam cicho wtulając się w przyjaciela
- Nie ma za co. Spróbuj zapomnieć o tym bo już za pół godziny koncert!
- Ok - uśmiechnęłam się. Po chwili staliśmy już w trójkę na płycie lotniska, jakieś 6 metrów od estrady. Gdy pierwsi członkowie zespołu weszli na scenę, moje uszy mało co nie eksplodowały. Tysiące ludzi krzyczących naraz i tenorami i sopranami, a następnie skandujących jedno kluczowe słowo tej nocy. Metallica. Zaczęli grać i w tym momencie tłum ucichł. Wszyscy pokazywali diabełki gdy leciały bardziej 'mocne' kawałki, a gdy leciały spokojniejsze, np. Nothing Else Matters czy Unforgiven, wszyscy kołysali się i co poniektórzy mieli w rękach zapalniczki. Atmosfera była po prostu wymarzona. Cztery godziny później siedziałam już z chłopakami przy aucie
- Ale to było zarąbiste - stwierdził Marco
- I to jak. Najlepszy koncert w moim życiu! - ucieszyłam się
- Co by nie gadać, wrażenia pozytywne. Ale teraz musimy iść spać jeżeli mamy wyjechać o dziewiątej i zdążyć się ogarnąć na trening - ziewnął Łukasz. Wszyscy byliśmy zmęczeni więc wgramoliliśmy się do samochodu. Łukasz spał z przodu gdyż to on jutro prowadził, ja na dwóch siedzeniach z tyłu a Marco w bagażniku. Na szczęście można było złożyć oparcie więc Reus leżał obok mnie.
- Dobranoc - wyszeptał nagle co mnie przestraszyło
- Dobranoc - odszeptałam po chwili. Byłam tak zmęczona że zasnęłam na krótko po tych słowach
____________________
No to ten...
Jeżeli ktoś słucha innej muzyki niż Metallica bądź ten rodzaj to przepraszam że właściwie cały rozdział jest jej poświęcony. Więcej tak nie będzie :)
Dzisiaj też idę na Rogera Watersa ( Pink Floyd) na Narodowym ^^ Będzie się działo xd ;)
PROSZĘ SZCZERZE KONENTOWAĆ
Buziaczki :*
Rozdział II
Wstałam bardzo wcześnie jak na mnie. Wzięłam do ręki telefon a moim oczom ukazała się godzina dziewiąta i nieprzeczytany sms od Roberta:
Spotkajmy się dzisiaj, co? Strasznie mi się nudzi!
Uśmiechnęłam się pod nosem i stwierdziłam że w sumie też nie mam żadnych planów więc odpisałam:
Ok, mi też :) To za godzinę przy BVB fan shop?
Na jego odpowiedź czekałam 10 sekund
Ok :D
Tak więc miałam już motywację żeby wstać. Ubrałam się, umyłam i poszłam zrobić sobie śniadanie. W lodówce zastałam kilka butelek paweride, paczki Lay's- ów i może że trzy kanapki, ale nie było żadnych 'normalnych' rzeczy. Zmuszona byłam więc iść do sklepu i ewentualnie zjeść śniadanie na starówce z Lewym. Wtem usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu
- Ania? - rozpoznałam głos Łukasza
- Tak, ja. Chodź na chwilę! - Łuki podszedł do mnie że zdziwioną miną
- Co jest?
- Dlaczego w lodówce są tylko chipsy, paweride i trzy kanapki?
- To jest prowiant na drogę do Berlina. Przecież wyjeżdżamy dzisiaj, a właściwie jutro o drugiej w nocy
- Aaa... racja, zapomniałam. To pójdę sobie coś kupić - założyłam buty i wyszłam z domu. Pierwszym sklepem na jaki natrafiłam był Lidl. Kupiłam tam jogurt pitny i drożdżówkę. Jakoś przeżyłam w tych słynnych lidlowych kolejkach i wreszcie usiadłam sobie na murku obok parku i fontanny. Gdy już skończyłam jeść moje pseudo śniadanie, chciałam wziąć z torby wodę ale umyć ręce i w tej chwili jakiś zakapturzony koleś wyrwał mi torbę z ręki i szedł sobie dalej
- Hej, oddawaj mi tą torbę! - krzyknęłam za nim ale on znaczął uciekać, a ja zaczęłam go gonić. Był ode mnie trochę szybszy ale opracowałam plan. Wyczekałam aż będziemy na trawie i skoczyłam gościowi na plecy. Oboje wywróciliśmy się a ja odebrałam swoją torbę
- Następnym razem uważaj komu kradniesz! - zagroziłam. Nagle koleś zaczął się śmiać, i to głośno. Jakaś lampka zapaliła mi się w głowie
- Robert?! - zdziwiłam się. Koleś zdjął kaptur i zobaczyłam twarz kolegi!
- No ja! Szkoda że nie widziałaś swojej miny jak ci tą torbę zabrałem, haha!
- Ty matołku! Mieliśmy się spotkać przy fan shopie! Foch! - odwróciłam głowę w odwrotną stronę i fochałam się
- Ania...
- (…)
- Anka! Sorry!
- (…)
- Bo cię zacznę łaskotać! - już zbliżył się do mnie więc szybko się odwróciłam
- Dobra! Odfoch! Chodźmy już na starówkę bo pół godziny minęło a ja o ósmej muszę być w domu
- Czemu? Łukasz tak karze?
- Nie, o drugiej w nocy jedziemy na koncert Metallici w Berlinie!
- Łoo, to super! A masz chociaż koszulkę z nimi?
- A bo to jedną? Mam z kilku albumów
- No to masz prawo jechać. A ktoś jeszcze się wybiera?
- Tak, Reus i Łukasz. Ten pierwszy załatwił bilety
- To życzę udanego koncertu
- Dzięki. A gdzie zgubiłeś Anię?
- No przecież tu jesteś! - zaśmiał się
- Ale mi chodziło o twoją żonę matołku!
- Aaa... Jest na badaniach bo w nocy dostała kataru a za pięć dni ma turniej w Warszawie
- Oby się nie rozchorowała...
- Na pewno nie. Ostatnio się przeziębiła trzy lata temu więc spoko
- Jak uważasz. To co robimy?
- Właściwie to się nawet nie zastanawiałem. A ty co proponujesz?
- Też nie wiem. Co można robić w taki piękny słoneczny dzień?
- Nie mam pojęcia, szczególnie że nie ma słońca! - zaczął się śmiać
- Ej no, ale co robimy?
- Czekaj, zaraz coś wymyślę...
- To się pośpiesz bo ja nie chcę tu stać cały dzień!
- Ok! Już wiem!
- To co?
- Będziemy straszyć każdego członka Borussi po kolei!
- Brzmi ciekawie...
- No a jak! Chodźmy najpierw do Marco! - tak więc poszliśmy do domu Reusa.Niemiec siedział akurat przed telewizorem ale widać było że jest znudzony. Robert skradał się wzdłuż ściany, jednocześnie wyjmując z kieszeni jakieś klucze
- Co to za klucze? - zapytałam
- Do jego domu. Zawsze się wymieniamy z chłopakami
-Spoko. Działaj dalej - uśmiechnęłam się. Lewy cichutko otworzył drzwi do domu Marco a mi serce zaczęło wariować. A co jeśli się na nas obrazi?! Ale nic już nie dało się zrobić. Napastnik założył swój słynny kaptur. Wziął również do ręki zczerniałego banana
- Ania, teraz będę udawał że jesteś moją zakładniczką, ok?
- Haha, pewnie!
- No i super - Lewy złapał mnie za ramię a drugą ręką przystawił mi 'broń' do skroni. Zawiązał jeszcze chustę na twarz
- Jeju, boję się ciebie. Wyglądasz jak prawdziwy amerykański snajper albo gościu z teledysku Bangarang
- Dzięki. Chodź na akcję - weszliśmy do salonu lecz Reus nie zauważył naszej obecności
- To napad! Na ziemię i ręce na głowę albo ci ją odstrzelę! - krzyknął Robert. Marco momentalnie odwrócił się i padł na podłogę. Uniósł jeszcze głowę i dopiero mnie zobaczył
- Ania...- wyszeptał
- Bez gadania! Jeszcze jedno słowo a oboje będziecie leżeć w piachu!
- Nic nam nie zrobisz! - powiedział pewnie Reus po czym wstał
- Doigrałeś się! - Lewy wycelował bananem w Niemca który nagle zaczął się śmiać
- Hahaha, serio?! Banan? - śmiał się. W końcu Robert również zaczął się śmiać a ja z nimi. Po kilku minutach w miarę się ogarnęliśmy
- Po co to było? - zapytał Reus
- Nie wiem! Nudziło się nam
- To już tu zostańcie. Pogramy w fifę - jak powiedział, tak zrobiliśmy. Graliśmy przez trzy godziny nawet nie patrząc na wynik. Dopiero około dziewiątej skapnęłam się że jest około dziewiątej
- Chłopaki, ja już pójdę. Do zobaczenia! - pożegnałam się z nimi i wyszłam, chociaż gdy byłam blisko Marco miałam ochotę tam zostać. Niestety i stety musiałam iść do domu. Gdy przekroczyłam próg domu, od razu naskoczył na mnie Łukasz
- A gdzie ty byłaś?! Nie odbierałaś telefonów a dzwoniłem chyba z dwadzieścia razy!
- Łuki, przepraszam ale byłam z Lewym i Marco i graliśmy w fifę więc nie słyszałam
- Wiesz jak ja się martwiłem że coś ci się stało?! Byliśmy umówieni już godzinę temu!
- Wiem, rozumiem że się martwiłeś ale to dlatego że jesteś dla mnie jak starszy brat. Przepraszam - przytuliłam się do niego i czułam że już się uspokoił
- No dobrze, ale następnym razem daj chociaż jakiś znak życia. Idź coś zjeść i się przespać a za trzy godziny jedziemy do Marco
- Ok - pocałowałam go w policzek i poszłam wziąć prysznic. Przebrałam się w czarne spodnie, czarne trampki i koszulkę Metallici z albumem Master of puppets. Upięłam włosy w byle jakiego koka i zeszłam coś zjeść
- Do tych ubrań to jeszcze glany pasują - zauważył Łukasz
- Wiem, założę je przed koncertem żeby ich nie ubrudzić
- Spoko. Zrobiłem ci kanapki z nutellą, leżą w jadalni
- Ooo, dziękuję - przytuliłam go, usiadłam przy stole i że smakiem zjadłam swoją porcję. Popiłam mlekiem po czym usiadłam przy Piszczku na kanapie. Ziewnęłam głęboko i opierając głowę o jego ramię, usnęłam. Oczywiście śnił mi się nie kto inny jak Marco...
_______________
Dwójeczka się przed państwem kłania!
PROSZĘ SZCZERZE KOMENTOWAĆ
Buziaczki :*
wtorek, 13 sierpnia 2013
Rozdział I
- Łuki, zrobisz mi śniadanie? - krzyknęłam ze swojego pokoju
- A co ja? Kucharz? Rusz swój zacny tyłek to może ci pomogę! - odkrzyknął. Westchnęłam ciężko i mozolnie wstałam z łóżka. Tego dnia słońce miało focha, było szaro i zimno więc nic mi się nie chciało robić. Koślawo zeszłam na dół i podeszłam do Piszczka
- O, spodziewałem się ciebie za pół godziny - zakpił z uśmiechem
- Ha-ha-ha. To pomożesz mi?
- A niby w czym? Chlebek ci pokroić? Serek wyjąć z lodóweczki?
- Ogar! Umyj mi pomidora a ja sobie zrobię kanapkę
- Ok - dość szybko się uwinęliśmy i już po dwóch minutach mogłam zjeść śniadanie. Jak na dwoje kuchennych matołów to był rekord. Może wygląda na to że ja i Łukasz się nie lubimy, ale to tylko złudzenie. Między nami jest silna przyjaźń tylko że uwielbiamy się droczyć. Łuki już szykował się na trening a ja dokończyła jeść kanapkę
- Idziesz że mną? - zapytał biorąc wielką klubową torbę do ręki
- Pewnie. Poczekaj kilka minut to się ogarnę - szybko odstawiłam talerz i pobiegłam na górę. Ubrałam się, umyłam i zeszłam na dół. Piszczu czekał już na zewnątrz więc założyłam buty i wyszłam. W samochodzie czekał już piłkarz który opierał się łokciem o otwarte okno i ziewał. Zajęłam miejsce obok kierowcy i ruszyliśmy. Z płyty leciała właśnie uwielbiana przez nas obojga Metallica <3
- Hey
I'm your life
I'm the one who takes you there
Hey
I'm your life
I'm the one who cares
They
They betray
I'm your only true friend now
They
They'll betray
I'm forever there
I'm your dream, make you real
I'm your eyes when you must steal
I'm your pain when you can't feel
Sad but true
I'm your dream, mind astray
I'm your eyes while you're away
I'm your pain while you repay
You know it's sad but true!
Śpiewaliśmy na cały głos i śmialiśmy się gdy ktoś z przechodniów się na nas dziwnie patrzył. Po pół godzinie dotarliśmy pod stadion. Łuki poszedł do szatni a ja na trybuny gdzie była już moja imienniczka, żona Roberta, Cathy czyli dziewczyna Matsa, Agata czyli żoną Kuby i Jenny czyli żona Schmelle. Ewy nie było gdyż wyjechała do rodziny na tydzień. Wszystkie te babki bardzo lubiłam a one mnie
- Ania! Siadaj! - ucieszyła się Agata
- Cześć - przywitałam się że wszystkimi buziaczkiem w policzek i zasiadała obok Agaty
- Aga, jak tam Oliwka? - zapytałam
- A dobrze. Postanowiłam z Kubą że w następnym sezonie damy ją do zerówki
- To fajnie! Wreszcie będzie mogła się pobawić z innymi dziećmi. Gdyby Sara była trochę starsza może miała by taką koleżankę?
- Może... ale nie sądzę że będzie chciała bawić się z rocznym dzieckiem
- Racja. Rozpoczną się pierwsze dziecięce miłości, śluby na piaskownicy, pierścionek z żelka...
- Pierścionek z żelka? Czy ty coś ukrywasz? - zaśmiała się Aga
- No ja taki miałam jak brałam ślub z Kajtkiem w drugiej klasie!
- Kajtek powiadasz...Kajtek bez majtek! Haha!
- Śmiej się! Jeszcze będziesz pocieszać Oliwkę jak z nią mąż zerwie dla nowej gry!
- Mi to pasuje ale nie wiem jak Kuba - w tym momencie przy barierce pojawił się nagle Błaszczykowski
- Ładnie to tak obgadywać męża i przyjaciela? - zapytał z uśmiechem
- Ależ nikt cię tu nie obgaduje Kubusiu. Idź już ćwiczyć bo chłopaki tęsknią - zaprotestowała Agata. Kuba tylko pokręcił głową i wrócił do treningu zanim Klopp się zorientował. Gadałam jeszcze z Anią ( Nie, nie z samą sobą xd ), Cathy i Jenny. W końcu trening dobiegł końca i czekałyśmy na chłopaków przed stadionem. Wszystkie wags już pojechałby tylko ja stałem i czekałam, chociaż w sumie to nie byłam wags. Wreszcie zauważyłam Łukasza w towarzystwie Marco Reusa. Zawzięcie o czymś rozmawiali. Gdy wreszcie doszli do mnie, skończyli paplać
- O czym tak rozprawialiście? - zapytałam przenosząc wzrok z Łukasza na Marco
- Mam dla ciebie wspaniałą wiadomość! - oznajmił w końcu Piszczek
- A jaką? - byłam ciekawa.
- Mam trzy bilety na koncert jedynej, niepowtarzalnej i cholernie fajnej Matellici! - wykrzyknął Marco. Normalnie mi szczęka opadła jak to usłyszałam
- To co, idziesz z nami?
- Jeszcze się pytasz?! Oczywiście że tak! Dziękuję! - przytuliłam mocno Niemca. Prawie płakałam że szczęścia. Moje marzenie miało się spełnić!
- Dobra, starczy bo go udusisz - zaśmiał się Łukasz. Przypomniałam sobie że cały czas przytulam Marco więc szybko zreflektowałam się i odeszłam o krok, cały czas się szczerząc
- A kiedy ten koncert i gdzie? - zapytałam
- Pojutrze w Berlinie
- A czy wy nie macie wtedy meczu z Wolfsburgiem?
- No... mamy. Ale jak się raz urwiemy to nie zaszkodzi!
- Jak chcecie - nadal szczęśliwa pożegnała się z Marco i pojechałam z Łukim do domu.
~~~~~
Dwie godziny po treningu ja, Łukasz, Marco i Robert spotkaliśmy się w domu Lewego. Nie było konkretnego powodu tego spotkania. Po prostu my nie możemy bez siebie wytrzymać
- Siema pacanku, co tam u ciebie? - przywitał mnie Robert
- Nic ważnego matołku - uśmiechnęłam się i dołączyła do towarzystwa w salonie.
- Uroczyście ogłaszam że gramy w fifę! - ogłosił Łukasz. Ja byłam z Marco i wybraliśmy Borussię a Lewy był z Łukaszem i wybrali Barcę. Przed grą, Reus wstał z kanapy, odchrząknął i przemówił
- Bracia! Siostro! Jesteśmy tu dziś, by położyć kres ciemności i złu. By dzielnie wziąć do ręki miecz i stanąć do walki. By wreszcie pokonać Saurona oraz złych orków, i aby w Śródziemiu wszyscy byli spokojni! Ludzie, elfy, trolle...
- Marco, weź mi tu nie wygłaszaj przemowy z Władcy Pierścieni, co? - poprosił Robert śmiejąc się z kolegi
-No dobrze. Ale i tak was pokonamy orkowie!
- Ej! To zło wygrywa!
- Wcale nie. Oglądałeś trzecią część?
- No tak. I co?
- No to tam, gdy Frodo i Sam byli w Mordorze...
- Chłopaki! Mieliśmy nawalać w fifę a nie urządzać dyskutację o Frodzie! - zauważył Łukasz
- No dobra, dokończymy później - zaśmiał się Marco i po chwili wreszcie zaczęliśmy mecz. W pierwszej połowie gola strzelił tylko Robert w 33' minucie. Podczas przerwy tradycyjnie każdy z nas wypił procentową oranżadę, chociaż ja miałam cytrynową. W drugiej połowie strzeliły pozostałe trzy osoby więc końcowy wynik to 2:2. Była już dziesiąta wieczorem więc pożegnaliśmy się i opuściliśmy dom Lewego. Marco szedł z nami i dopiero pod moim i Łukasza domem zatrzymaliśmy się. Łukasz szybko przybił piątkę z Reusem i wbiegł do domu gdyż musiał do łazienki. Marco uśmiechnął się do mnie
- Do zobaczenia - powiedział i pocałował mnie w policzek. Ależ on był ciepły! Jak to robił przy zaledwie jedenastu stopniach?
- Jeju... ale ty jesteś ciepły!
- Serio? Jest ci zimno?
- No trochę... - przestępowałam z nogi na nogę
- To mogę cię ogrzać - oszałamiająco się uśmiechnął i przytulił mnie. Zamknęłam oczy i już po chwili było mi cieplej
- Dzięki, nie chciałabym przeziębić się przed koncertem!
- Wiadomo. To do zobaczenia! - jeszcze raz mnie pocałował po czym poszedł do swojego domu. Stałam jeszcze chwilę przed domem ale szybko się ogarnęłam i weszłam do środka. Łukasz akurat schodził z góry i poszedł do salonu. Zajęłam buty i kurtkę po czym podążyłam za nim. Akurat leciały wieczorne wiadomości w TV Republika. Usiadłam obok niego na sofie i patrzyłam bezmyślnie w ekran. Nagle coś do mnie dotarło. Gdy byłam sam na sam z Marco, w moim brzuchu pojawiły się te cholerne motylki które oznaczają tylko jedno. Czyżbym się zakochała? Z moich rozmyślań wyrwał mnie Łukasz
- Ania zobacz! - wskazał na ekran telewizora. Gościu w garniturze poprawił fryzurę po czym powiedział:
- Dzień dobry państwu, zaczynamy wieczorne wiadomości. Zaczynamy wstrząsającą informacją sportową. Prawie całą drużyna Bayernu Monachium jest otruta. Jak stwierdziła policja, przyczyną było zatrute piwo które sprzedawał stadionowy barman. Aktualnie jest on zatrzymany lecz nie przyznaje się do winy. Piłkarze ležą w domach a ciągłe ataki torsji nie dają im grać ani wychodzić. Zmieniamy temat... - dalej nie słuchaliśmy gdyż wybuchliśmy śmiechem
- Haha! Po prostu kocham tego barmana! - cieszył się Łukasz. Sama również nienawidziłam Bayernu
- Trzeba było tyle nie żłopać, bawarskie pijaki! - po kilku minutach zacieszu poszłam się umyć i położyć. Gdy już byłam w łóżku, w mojej głowie kłębił się tylko dwie myśli. Rozwalająca myśl o otrutym Frajernie i nie dająca spokoju myśl o zakochaniu w Marco. Czy żeczywiście się zakochałam? Nie! Może te motylki to nie motylki tylko byłam głodna? Nie wiem czemu ale nie godziłam się z tą myślą...
_______________
Jest jedyneczka ^^
Od razu mówię że nie zawsze będę coś pisała pod postem :)
PROSZĘ SZCZERZE KOMENTOWAĆ
Buziaczki :**
PROLOG
Mam na imię Ania Zwonariev. Nie, nie jestem rosjanką. Po prostu mam takie korzenie, z resztą nawet moi rodzice mieszkają pod Moskwą. Od urodzenia mieszkałam w Warszawie dzięki mojemu kuzynowi Dominikowi który gra w tamtejszej drużynie piłkarskiej Legii Warszawa. Chodziłam na jego mecze i dzięki niemu pokochałam nożną. Kojarzę najlepszych zawodników na świecie, wiem co to spalony, itp. Niestety, z powodu iż mój kuzyn się ożenił musiałam gdzieś wyjechać. Dominik podał mi namiary na swojego kolegę który mieszka w Niemczech i tam miałam się wprowadzić. Tak też zrobiłam...
__________
Tam ta ta tam! Prolog obecny. Mam nadzieję że moje opowiadanie przypadnie wam do gustu :D
PROSZĘ SZCZERZE KOMENTOWAĆ
Buziaczki :**