Wstałam bardzo wcześnie jak na mnie. Wzięłam do ręki telefon a moim oczom ukazała się godzina dziewiąta i nieprzeczytany sms od Roberta:
Spotkajmy się dzisiaj, co? Strasznie mi się nudzi!
Uśmiechnęłam się pod nosem i stwierdziłam że w sumie też nie mam żadnych planów więc odpisałam:
Ok, mi też :) To za godzinę przy BVB fan shop?
Na jego odpowiedź czekałam 10 sekund
Ok :D
Tak więc miałam już motywację żeby wstać. Ubrałam się, umyłam i poszłam zrobić sobie śniadanie. W lodówce zastałam kilka butelek paweride, paczki Lay's- ów i może że trzy kanapki, ale nie było żadnych 'normalnych' rzeczy. Zmuszona byłam więc iść do sklepu i ewentualnie zjeść śniadanie na starówce z Lewym. Wtem usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu
- Ania? - rozpoznałam głos Łukasza
- Tak, ja. Chodź na chwilę! - Łuki podszedł do mnie że zdziwioną miną
- Co jest?
- Dlaczego w lodówce są tylko chipsy, paweride i trzy kanapki?
- To jest prowiant na drogę do Berlina. Przecież wyjeżdżamy dzisiaj, a właściwie jutro o drugiej w nocy
- Aaa... racja, zapomniałam. To pójdę sobie coś kupić - założyłam buty i wyszłam z domu. Pierwszym sklepem na jaki natrafiłam był Lidl. Kupiłam tam jogurt pitny i drożdżówkę. Jakoś przeżyłam w tych słynnych lidlowych kolejkach i wreszcie usiadłam sobie na murku obok parku i fontanny. Gdy już skończyłam jeść moje pseudo śniadanie, chciałam wziąć z torby wodę ale umyć ręce i w tej chwili jakiś zakapturzony koleś wyrwał mi torbę z ręki i szedł sobie dalej
- Hej, oddawaj mi tą torbę! - krzyknęłam za nim ale on znaczął uciekać, a ja zaczęłam go gonić. Był ode mnie trochę szybszy ale opracowałam plan. Wyczekałam aż będziemy na trawie i skoczyłam gościowi na plecy. Oboje wywróciliśmy się a ja odebrałam swoją torbę
- Następnym razem uważaj komu kradniesz! - zagroziłam. Nagle koleś zaczął się śmiać, i to głośno. Jakaś lampka zapaliła mi się w głowie
- Robert?! - zdziwiłam się. Koleś zdjął kaptur i zobaczyłam twarz kolegi!
- No ja! Szkoda że nie widziałaś swojej miny jak ci tą torbę zabrałem, haha!
- Ty matołku! Mieliśmy się spotkać przy fan shopie! Foch! - odwróciłam głowę w odwrotną stronę i fochałam się
- Ania...
- (…)
- Anka! Sorry!
- (…)
- Bo cię zacznę łaskotać! - już zbliżył się do mnie więc szybko się odwróciłam
- Dobra! Odfoch! Chodźmy już na starówkę bo pół godziny minęło a ja o ósmej muszę być w domu
- Czemu? Łukasz tak karze?
- Nie, o drugiej w nocy jedziemy na koncert Metallici w Berlinie!
- Łoo, to super! A masz chociaż koszulkę z nimi?
- A bo to jedną? Mam z kilku albumów
- No to masz prawo jechać. A ktoś jeszcze się wybiera?
- Tak, Reus i Łukasz. Ten pierwszy załatwił bilety
- To życzę udanego koncertu
- Dzięki. A gdzie zgubiłeś Anię?
- No przecież tu jesteś! - zaśmiał się
- Ale mi chodziło o twoją żonę matołku!
- Aaa... Jest na badaniach bo w nocy dostała kataru a za pięć dni ma turniej w Warszawie
- Oby się nie rozchorowała...
- Na pewno nie. Ostatnio się przeziębiła trzy lata temu więc spoko
- Jak uważasz. To co robimy?
- Właściwie to się nawet nie zastanawiałem. A ty co proponujesz?
- Też nie wiem. Co można robić w taki piękny słoneczny dzień?
- Nie mam pojęcia, szczególnie że nie ma słońca! - zaczął się śmiać
- Ej no, ale co robimy?
- Czekaj, zaraz coś wymyślę...
- To się pośpiesz bo ja nie chcę tu stać cały dzień!
- Ok! Już wiem!
- To co?
- Będziemy straszyć każdego członka Borussi po kolei!
- Brzmi ciekawie...
- No a jak! Chodźmy najpierw do Marco! - tak więc poszliśmy do domu Reusa.Niemiec siedział akurat przed telewizorem ale widać było że jest znudzony. Robert skradał się wzdłuż ściany, jednocześnie wyjmując z kieszeni jakieś klucze
- Co to za klucze? - zapytałam
- Do jego domu. Zawsze się wymieniamy z chłopakami
-Spoko. Działaj dalej - uśmiechnęłam się. Lewy cichutko otworzył drzwi do domu Marco a mi serce zaczęło wariować. A co jeśli się na nas obrazi?! Ale nic już nie dało się zrobić. Napastnik założył swój słynny kaptur. Wziął również do ręki zczerniałego banana
- Ania, teraz będę udawał że jesteś moją zakładniczką, ok?
- Haha, pewnie!
- No i super - Lewy złapał mnie za ramię a drugą ręką przystawił mi 'broń' do skroni. Zawiązał jeszcze chustę na twarz
- Jeju, boję się ciebie. Wyglądasz jak prawdziwy amerykański snajper albo gościu z teledysku Bangarang
- Dzięki. Chodź na akcję - weszliśmy do salonu lecz Reus nie zauważył naszej obecności
- To napad! Na ziemię i ręce na głowę albo ci ją odstrzelę! - krzyknął Robert. Marco momentalnie odwrócił się i padł na podłogę. Uniósł jeszcze głowę i dopiero mnie zobaczył
- Ania...- wyszeptał
- Bez gadania! Jeszcze jedno słowo a oboje będziecie leżeć w piachu!
- Nic nam nie zrobisz! - powiedział pewnie Reus po czym wstał
- Doigrałeś się! - Lewy wycelował bananem w Niemca który nagle zaczął się śmiać
- Hahaha, serio?! Banan? - śmiał się. W końcu Robert również zaczął się śmiać a ja z nimi. Po kilku minutach w miarę się ogarnęliśmy
- Po co to było? - zapytał Reus
- Nie wiem! Nudziło się nam
- To już tu zostańcie. Pogramy w fifę - jak powiedział, tak zrobiliśmy. Graliśmy przez trzy godziny nawet nie patrząc na wynik. Dopiero około dziewiątej skapnęłam się że jest około dziewiątej
- Chłopaki, ja już pójdę. Do zobaczenia! - pożegnałam się z nimi i wyszłam, chociaż gdy byłam blisko Marco miałam ochotę tam zostać. Niestety i stety musiałam iść do domu. Gdy przekroczyłam próg domu, od razu naskoczył na mnie Łukasz
- A gdzie ty byłaś?! Nie odbierałaś telefonów a dzwoniłem chyba z dwadzieścia razy!
- Łuki, przepraszam ale byłam z Lewym i Marco i graliśmy w fifę więc nie słyszałam
- Wiesz jak ja się martwiłem że coś ci się stało?! Byliśmy umówieni już godzinę temu!
- Wiem, rozumiem że się martwiłeś ale to dlatego że jesteś dla mnie jak starszy brat. Przepraszam - przytuliłam się do niego i czułam że już się uspokoił
- No dobrze, ale następnym razem daj chociaż jakiś znak życia. Idź coś zjeść i się przespać a za trzy godziny jedziemy do Marco
- Ok - pocałowałam go w policzek i poszłam wziąć prysznic. Przebrałam się w czarne spodnie, czarne trampki i koszulkę Metallici z albumem Master of puppets. Upięłam włosy w byle jakiego koka i zeszłam coś zjeść
- Do tych ubrań to jeszcze glany pasują - zauważył Łukasz
- Wiem, założę je przed koncertem żeby ich nie ubrudzić
- Spoko. Zrobiłem ci kanapki z nutellą, leżą w jadalni
- Ooo, dziękuję - przytuliłam go, usiadłam przy stole i że smakiem zjadłam swoją porcję. Popiłam mlekiem po czym usiadłam przy Piszczku na kanapie. Ziewnęłam głęboko i opierając głowę o jego ramię, usnęłam. Oczywiście śnił mi się nie kto inny jak Marco...
_______________
Dwójeczka się przed państwem kłania!
PROSZĘ SZCZERZE KOMENTOWAĆ
Buziaczki :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz