piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział V

          
              ~ Oczami Łukasza ~

Co ja zrobiłem?! Za wszelką cenę chciałem ją przeprosić aż doszło do mdłości z nerwów. Przecież to taka wrażliwa dziewczyna! Zdołowany dowlokłem się do swojego pokoju i zadzwoniłem do Roberta
- Halo?
- Siema Łukasz! Co tam u ciebie?
- Nie za dobrze. Możesz się spotkać?
- Pewnie, za chwilę pod Iduną?
- Ok, narazie - rozłączyłem się po czym zszedłem na dół. Ania jeszcze nie wyszła z łazienki. Westchnąłem i wyszedłem na spotkanie z Lewym. Po kilku minutach byłem na miejscu
- Siema - przywitaliśmy się i usiedliśmy na ławce
- To o co chodzi?
- Pokłóciłem się z Anią do tego stopnia, że oboje krzyczeliśmy aż w końcu dopadły ją mdłości i zamknęła się w łazience
- Uuu... nie ciekawie. Ale na pewno nie będzie się gniewała wieczność. Spróbuj się tym nie przejmować a przy najbliższej okazji zrobić coś miłego
- Pewnie tak zrobię. Dzięki
- Nie ma za co - przybiliśmy piątkę.

                 ~ Oczami Ani ~

Siedziałam tam jeszcze z pół godziny aż zrobiłam się głodna. Starłam ślady łez i poszłam do kuchni. Było cicho i pusto więc Łukasz pewnie gdzieś wyszedł. Wzięłam kanapkę z podróży i usiadłam z nią w jadalni. Dziwnie się czułam gdy było tak pusto. Zazwyczaj gra telewizor albo radio, lub ktoś coś gada. Popiłam kanapkę wodą cytrynową i również wyszłam z domu, ale bez konkretnego celu. Chodziłam sobie spacerkiem dosłownie wszędzie aż rozbolały mnie nogi i usiadłam na ławce na starówce. Po paru minutach ktoś zakrył mi oczy
- Zgodnij kto to - odezwał się ten jedwabiście piękny głos
- Hmm... terrorysta?
- Prawie - zaśmiał się Marco. Usiadł obok mnie
- Ej, co cię trapi? - zapytał
- Wiesz co...
- To co w samochodzie?
- Dokładnie. Przez te nerwy zwymiotowałam i zamknęłam się w łazience
- Ale już się dobrze czujesz?
- Tak, jest ok. A co tam u ciebie?
- Nogi mi odpadają po treningu! Musiałem robić z Piszczkiem 20 karnych kółek wokół stadionu
- Acha. Zaraz, zaraz. Wokół stadionu? A nie boiska?
- Nie mylę tych dwóch rzeczy
- Racja. To czemu chodzisz na spacer skoro cię tak nogi bolą?
- Bo nie mogę siedzieć w domu! Chyba by mi dupa zdrętwiała o ile to możliwe
- Haha, nie wiem. Chcesz coś porobić?
- Chcę. Właśnie miałem zamiar iść do sklepu i kupić sobie nowe buty
- A co? Skończyły ci się?
- Ha-Ha-ha. Nie, po prostu zgubiłem jedną parę
- Dobra, to chodźmy. Pomogę ci - pociągnęłam go za rękę i poszliśmy do centrum handlowego. Byliśmy w kilkunastu sklepach. Marco kupował jak zrzędliwa baba! To mu nie pasuje, to za kolorowe, to za ciemne...
- O, te będą idealne - stwierdził pokazując mi neonowo pomarańczowe adidasy
- Jak chcesz. Nawet ładne. Nie będę się wstydziła z tobą chodzić - zaśmiałam się. Marco lekko szturchął mnie w rękę, kupił buty i wyszliśmy z centrum.
- To co teraz robimy? - zapytałam
- Może pójdziemy na kawę?
- Ok - poszliśmy do bardzo klimatycznej kawiarni i usiedliśmy przy stoliku na zewnątrz i oboje zamówiliśmy po dużej latte. Na chwilę się zamyśliłam o zaistniałej sytuacji. Może powinnam wybaczyć Łukaszowi? Chociaż nie. Posunął się o krok za daleko. Poza tym, już mu powiedziałam że mam go dosyć więc moja godność mi ma to nie pozwalała. W pewnej chwili zorientowałam się że Marco macha mi ręką przed nosem
- Odpłynęłaś - powiedział
- A, sorry - uśmiechnęłam się przepraszająco po czym upiłam połowę kawy. Po pół godzinie oboje skończyliśmy swoje napoje więc wstaliśmy od stołu. Spojrzałam na zegarek i zamarłam. Było już dobrze po dwunastej w nocy
- To co? Do jutra? - zapytał Reus gdy odprowadził mnie pod dom
- Tak
- No to dobranoc - uśmiechnął się po czym pocałował mnie w policzek. Zamknęłam na sekundę oczy żeby cieszyć się tą chwilą
- Dobranoc - odpowiedziałam stojąc już w drzwiach. Patrzyłam jak Niemiec oddała się w ciemność nocy aż znika. Z uśmiechem na twarzy weszłam do domu. Zauważyłam że Piszczek siedzi przed telewizorem. Gdy mnie zobaczył, od razu wstał
- Gdzie byłaś? - zapytał spokojnie
- Z Marco ale to nie twoja sprawa - odparłam nerwowo i szybkim krokiem oddaliłam się od niego. Znów zamknęłam się w pokoju. Tyle że tym razem przebrałam się w pidżamę i położyłam na łóżku. Byłam już trochę zmęczona więc czekałam tylko 5 minut aby odpłynąć w krainę Morfeusza.

                             »»««

Obudziłam się przez głośny alarm. Wstałam z zamkniętymi oczami i ręką wyszukiwałam źródła dźwięku czyli mojego telefonu. W końcu go odnalazłam i otworzyłam oczy. Był to alarm z wielkim napisem 'Odebrać Ewkę z lotniska!'. Zrobiłam facepalm i od razu zerwałam się z łóżka. Na śmierć zapomniałam że dzisiaj przylatuje Ewa! Szybko się umyłam, ubrałam i zbiegłam na dół. W jadalni siedział już Łukasz i jadł kanapki z nutellą. Naprzeciwko niego był drugi talerz, dla mnie. Z jego miny nie można było nic wywnioskować. Z jednej strony cieszył się że jego żona i córeczka wraca, a z drugiej był zdołowany naszą kłótnią. Usiadłam przy swoim talerzu
- Dzięki - powiedziałam cicho i zaczęłam jeść. Po śniadaniu, poszłam na górę po torbę i powoli zeszłam na dół
- Gotowa? - zapytał mnie Łukasz stojąc przy samochodzie
- Yhym - weszłam fo środka na miejsce obok kierowcy. Niestety, nie wzięłam z Warszawy swojego prawka więc byłam narazie skazana na Łukasza. Złapałam się za uchwyt bezpieczeństwa i zamknęłam kurczowo oczy. Piszczek tylko westchnął i ruszył. Tym razem jechał spokojnie i przestrzegał przepisów. Gdy dojechaliśmy na lotnisko, był kłopot z zaparkowaniem. Szukaliśmy miejsca na całym parkingu aż znalazło się jedno, trochę ciasne.
- Dasz radę? - zapytałam porównując wielkość auta do szerokości miejsca
- Oczywiście - odparł po czym zaczął się ostrożnie wpasowywać w prostokąt. Udało mu się obyć bez zadrapań i rys
- No to idziemy - zarządził po czym pociągnął sprzęgło. W tym momencie nasz samochód uderzył w inne auto stojące z tyłu
- Oj, zły bieg - skrzywił się. Ja tylko posłałam mu mordercze spojrzenie. Gdyby wzrok mógł zabijać, już by nie żył. Wysiadłam z samochodu, mocno trzasnęłam drzwiami i poszłam do budynku lotniska. Łukasz siedział jeszcze chwilę w aucie, przeklinając własną głupotę aż w końcu wysiadł i poczłapał za mną. Wpatrując się w wyjście z tunelu, wreszcie dojrzeliśmy Ewę z malutką Sarą na rękach. Podeszła do nas, dała Łukaszowi Sarę a mnie mocno przytuliła
- Tęskniłam - powiedziała
- Ja też - uśmiechnęłam się. Po chwili Sara wylądowała na moich rękach a małżeństwo powitało się długim pocałunkiem. W końcu Sara znów była w rękach matki
- To jak? Co się działo podczas mojej nieobecności? - zapytała Ewa idąc z nami do auta. Oboje spuściliśmy wzrok
- Ej, co jest? - zdziwiła się
- Nic, po prostu było nudno - wytłumaczyłam
- No niech wam będzie - zaśmiała się po czym wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu. Ewa, Łukasz i Sarą usiedli w salonie
- Ania, nie dołączysz do nas? - zapytała Ewa
- Nie, trochę źle się czuje - skł
- No dobrze. Tylko mi się nie rozchoruj!
- Ok - zaśmiałam się po czym poszłam do pokoju i usiadłam na łóżku. Moim oczom ukazało się pewne zdjęcie w ramce. Przedstawiało ono mnie przytulającą się z Łukaszem. Było to pierwszego dnia gdy się poznaliśmy. Myślałam wtedy że to wszystko żart więc poprosiłam o autograf i zdjęcie. Nagle poczułam że niepotrzebnie się na niego zdenerwowałam. Ale zaraz się opamiętałam i znów wróciła złość. Nawet większa niż wcześniej. Wzięłam zdjęcie do ręki, chwilę na nie popatrzyłam a po chwili rzuciłam mocno o podłogę. Szkło roztrzaskało się na wszystkie strony a ja zaczęłam płakać. Chciałabym już się pogodzić z Łukaszem. Ale oczywiście musiałam powiedzieć że mam go dość! Ale ja głupia...
- Ja chcę do Łukiego - wyszeptałam po czym rzuciłam się na łóżko i dałam upust emocjom.

____________________
Trochę taki nijaki mi się wydaje... O.o
Ale to pozostawiam wam do oceny :)

PROSZĘ SZCZERZE KOMENTOWAĆ

Buziaczki :*

                         

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz