Siedziałam sobie spokojnie w salonie i oglądałam tv aż nagle usłyszałam jak ktoś wpada do domu
- Anka! - wydarł się Łukasz
- Co się drzesz?
- Marco miał wypadek! Idź do niego!
- Że co?! - jak to możliwe? Przecież godzinę temu grałam z nim w fifę! Najszybciej jak mogłam, pobiegłam z domu do posesji Marco i szukałam go po całym domu
- Marco! Marco? - krzyczałam
- Na górze - odkrzyknął mi. Wbiegłam po schodach i ujżałam go jak siedział na korytarzu a na ręku miał małe rozcięcie. Uklęknęłam przy nim
- Co ci się stało? - zapytałam
- Nic
- To dlaczego Piszczu mówił że miałeś wypadek?
- Ja mu to powiedziałem. Po prostu chciałem cię zobaczyć - patrzył na mnie tymi swoimi pięknymi paczadełkami
- Ale... - nie zdążyłam dokończyć gdyż Reus zbliżył się do mnie. Już prawie czułam jego usta na swoich
- Kocham cię - wyszeptał
- Ja ciebie też. Kocham cię! Jesteś dla mnie wszystkim! Od dawna cię kochałam i nigdy nie przestanę! - mówiłam i czekałam aż mnie pocałuje. Nasze twarze dzieliły milimetry i wtem poczułam jak ktoś mnie szturcha. Otworzyłam oczy i zamarłam. Byłam w moim salonie a to wszystko był sen.
- Anka! - krzyczał Łukasz szturchając mnie
-Co?!
- Chciałem ci tylko powiedzieć że jak wiesz mam żonę i dziecko a z tobą łączy mnie przyjaźń
- Ale... po co mi to mówisz?
- Przez sen mówiłaś ,,kocham cię! Jesteś dla mnie wszystkim!" i takie podobne. Do tego tuliłaś się do mnie
- O matko... - czułam że robię się czerwona jak burak
- Ja nie śniłam o tobie, sorry
- A mogę wiedzieć o kim?
- Narazie nie
- Spoko, rozumiem. Jest już wpół do pierwszej. Będziesz jeszcze spać?
- Raczej nie. A ty się nie przebierasz? - spytałam gdyż Piszczek ubrany był w klubową bluzę i dżinsy
- Tak, już idę - poszedł na górę a ja skakałam po kanałach. Na którymś z nich leciało coś na podobieństwo polskich Trudnych Spraw
- Dusseldorf. Tu mieszka Hans z żoną Ireną i dwójką nastoletnich dzieci (…) i dowiaduje się że jego syn codziennie po szkole idzie do sklepu osiedlowego i kupuje kilka jaboli. Hans jest tym wzburzony i wyrzuca jedenastolatka z domu...
- Bla, Bla, Bla. Jakie to głupie! - poprzełączałam jeszcze kilka kanałów aż natrafiłam na jakiś film. Chwilę po tym do salonu wszedł Łuki. Był ubrany podobnie do mnie tylko że na koszulce miał album ... And Justice For All.
- Do twarzy ci w czarnym - pochwaliłam
- Dzięki. Zaraz musimy się zbierać
- Spoko. Wezmę tylko torbę i możemy jechać - po minucie wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do Marco. Otworzył nam jakby klon. Tak jak my, miał na sobie czarne rurki, czarne trampki i koszulkę Metallici z albumem Kill 'Em All.
- Witajcie klony - przywitał nas i weszliśmy do jego domu. Gdy zasiedliśmy w salonie, spojrzałam się na niego. Czarna koszulka idealnie komponowała się z jego blond włosami i pięknymi oczami. Zastanawiałam się czy mój dziwny aczkolwiek cudowny sen coś znaczył. Ja już to wiedziałam. Kocham Marco ale nie wiem czy on mnie. Typowe -,-. Mogłabym się tak wpatrywać w niego godzinami lecz w tej chwili oderwałam wzrok gdyż Reus wstał i poszedł po coś na górę a Łukasz machał mi ręką przed oczyma
- Czego? - warknęłam
- Mamy na niego czekać w samochodzie rozmarzona księżniczko - powiedział idąc że mną na dwór. Rozmarzona księżniczko? Czyżby się domyślił o kim marzę?
- Jestem! Możemy jechać! - oznajmił Marco wsiadając na miejsce kierowcy w swoim Range Roverze i po chwili wyjechaliśmy. Z płyty leciała oczywiście Metallica która miała nam towarzyszyć przez całą drogę. Pierwszy postój zrobiliśmy sobie po dwóch i pół godzinie na stacji benzynowej. Łukasz poszedł kupić hot-dogi a ja stałam przy aucie i rozprostowywałam nogi. Marco opierał się szarmancko o maskę samochodu i patrzył na reklamę Paulanera, niemieckiego piwa
- Mam z tym piwem dobre skojarzenia - przerwałam niezręczną dla mnie ciszę
- Tak? Jakie? - zapytał odrywając wzrok od reklamy
- Nie słyszałeś? Piłkarze Bayernu otruli się nim i teraz 24 na dobę są w domu i wymiotują - na samo wspomnienie się uśmiechnęłam
- Serio? Haha, nie słyszałem o tym - uśmiechnął się. Wrócił Łuki z hot-dogami i wsiedliśmy z powrotem do auta. Ziewnęłam głęboko po czym osunęłam się na ramię Łukasza i zasnęłam.
Obudziłam się przez rażące promienie słońca które wdarły się przez szyby auta. Podniosłam się z siedzenia i stwierdziłam że w samochodzie jestem tylko ja. Nerwowo rozglądałam się dookoła i wyszłam z pojazdu. Odetchnęłam z ulgą gdy zobaczyłam chłopaków siedzących na trawie. Podeszłam do nich
- Co tam? - zapytałam
- A nic. Czekaliśmy aż się obudzisz żeby pójść na miasto. Idziemy?
- Pewnie - szliśmy kilkanaście minut. Do siódmej wieczorem zdążyliśmy odwiedzić berlińskie ZOO, Tropical Island, Samsung City, Lego Land i zjedliśmy obiad. Gdy już wróciliśmy do auta, wyjęłam z niego moje glany i poszłam gdzieś na asfalt je założyć. Przystanęłam kilkaset metrów od chłopaków i zajęłam się butami. Po chwili usłyszałam czyjś śmiech. Był on mi dobrze znany
- Proszę, proszę. Kogo my tu mamy? - odezwał się donośny męski głos. Nie! To nie może być on! Podniosłam głowę i niestety, to był on. Artur, mój były z liceum.
- Czego chcesz? - warknęłam kończąc wiązać buty
- A jak myślisz? Może ty zapomniałaś, ale ja nie! Takich zbrodni się nie zapomina! - krzyknął że aż zamknęłam oczy. Ogólnie, Artur to miły chłopak. Jednak któregoś dnia jego brat zginął w wypadku samochodowym. Artur oskarżył mnie że to moja wina, iż w tym czasie uczyłam się jeździć. Wszyscy, policja, rodzina i ja, mówiliśmy mu że to nie prawda ale on był uparty. Zerwał ze mną niedługo przed moim wyjazdem do Niemiec. Od tamtej pory już go nie widziałam.
- I co tak stoisz? Myślisz kogo jeszcze zabić?! A może już to zrobiłaś?! Odpowiedz mi morderczynio! - krzyczał. Nie mogłam wydusić z siebie słowa. Stałam nieco roztrzęsiona i słuchałam jego pełnych bólu wyżaleń. W pewnym momencie poczułam piekący ból na policzku. To Artur mnie spoliczkował. Już przymierzał się do kolejnego ciosu ale na szczęście przybiegł Łukasz
- Co ty robisz koleś?! Odwal się od niej! - Łuki odepchnął Artura ode mnie
- Strzeż się piłkarzyku! Nie wiesz do czego ona jest zdolna! Dzisiaj jesteś z nią na koncercie a jutro możesz nie żyć! Jeszcze cię dorwę! -ostatnie słowa skierował do mnie po czym szybkim krokiem oddalił się. Łukasz przytulił mnie
- Już dobrze. Nic ci już nie zrobi - uspokajał mnie. Powiedziałam mu o incydencie przed wyjazdem więc wiedział kto to był.
- Dziękuję - powiedziałam cicho wtulając się w przyjaciela
- Nie ma za co. Spróbuj zapomnieć o tym bo już za pół godziny koncert!
- Ok - uśmiechnęłam się. Po chwili staliśmy już w trójkę na płycie lotniska, jakieś 6 metrów od estrady. Gdy pierwsi członkowie zespołu weszli na scenę, moje uszy mało co nie eksplodowały. Tysiące ludzi krzyczących naraz i tenorami i sopranami, a następnie skandujących jedno kluczowe słowo tej nocy. Metallica. Zaczęli grać i w tym momencie tłum ucichł. Wszyscy pokazywali diabełki gdy leciały bardziej 'mocne' kawałki, a gdy leciały spokojniejsze, np. Nothing Else Matters czy Unforgiven, wszyscy kołysali się i co poniektórzy mieli w rękach zapalniczki. Atmosfera była po prostu wymarzona. Cztery godziny później siedziałam już z chłopakami przy aucie
- Ale to było zarąbiste - stwierdził Marco
- I to jak. Najlepszy koncert w moim życiu! - ucieszyłam się
- Co by nie gadać, wrażenia pozytywne. Ale teraz musimy iść spać jeżeli mamy wyjechać o dziewiątej i zdążyć się ogarnąć na trening - ziewnął Łukasz. Wszyscy byliśmy zmęczeni więc wgramoliliśmy się do samochodu. Łukasz spał z przodu gdyż to on jutro prowadził, ja na dwóch siedzeniach z tyłu a Marco w bagażniku. Na szczęście można było złożyć oparcie więc Reus leżał obok mnie.
- Dobranoc - wyszeptał nagle co mnie przestraszyło
- Dobranoc - odszeptałam po chwili. Byłam tak zmęczona że zasnęłam na krótko po tych słowach
____________________
No to ten...
Jeżeli ktoś słucha innej muzyki niż Metallica bądź ten rodzaj to przepraszam że właściwie cały rozdział jest jej poświęcony. Więcej tak nie będzie :)
Dzisiaj też idę na Rogera Watersa ( Pink Floyd) na Narodowym ^^ Będzie się działo xd ;)
PROSZĘ SZCZERZE KONENTOWAĆ
Buziaczki :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz