wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział I

- Łuki, zrobisz mi śniadanie? - krzyknęłam ze swojego pokoju
- A co ja? Kucharz? Rusz swój zacny tyłek to może ci pomogę! - odkrzyknął. Westchnęłam ciężko i mozolnie wstałam z łóżka. Tego dnia słońce miało focha, było szaro i zimno więc nic mi się nie chciało robić. Koślawo zeszłam na dół i podeszłam do Piszczka
- O, spodziewałem się ciebie za pół godziny - zakpił z uśmiechem
- Ha-ha-ha. To pomożesz mi?
- A niby w czym? Chlebek ci pokroić? Serek wyjąć z lodóweczki?
- Ogar! Umyj mi pomidora a ja sobie zrobię kanapkę
- Ok - dość szybko się uwinęliśmy i już po dwóch minutach mogłam zjeść śniadanie. Jak na dwoje kuchennych matołów to był rekord. Może wygląda na to że ja i Łukasz się nie lubimy, ale to tylko złudzenie. Między nami jest silna przyjaźń tylko że uwielbiamy się droczyć. Łuki już szykował się na trening a ja dokończyła jeść kanapkę
- Idziesz że mną? - zapytał biorąc wielką klubową torbę do ręki
- Pewnie. Poczekaj kilka minut to się ogarnę - szybko odstawiłam talerz i pobiegłam na górę. Ubrałam się, umyłam i zeszłam na dół. Piszczu czekał już na zewnątrz więc założyłam buty i wyszłam. W samochodzie czekał już piłkarz który opierał się łokciem o otwarte okno i ziewał. Zajęłam miejsce obok kierowcy i ruszyliśmy. Z płyty leciała właśnie uwielbiana przez nas obojga Metallica <3
-  Hey
I'm your life
I'm the one who takes you there
Hey
I'm your life
I'm the one who cares
They
They betray
I'm your only true friend now
They
They'll betray
I'm forever there

I'm your dream, make you real
I'm your eyes when you must steal
I'm your pain when you can't feel
Sad but true

I'm your dream, mind astray
I'm your eyes while you're away
I'm your pain while you repay
You know it's sad but true!

Śpiewaliśmy na cały głos i śmialiśmy się gdy ktoś z przechodniów się na nas dziwnie patrzył. Po pół godzinie dotarliśmy pod stadion. Łuki poszedł do szatni a ja na trybuny gdzie była już moja imienniczka, żona Roberta, Cathy czyli dziewczyna Matsa, Agata czyli żoną Kuby i Jenny czyli żona Schmelle. Ewy nie było gdyż wyjechała do rodziny na tydzień. Wszystkie te babki bardzo lubiłam a one mnie
- Ania! Siadaj! - ucieszyła się Agata
- Cześć - przywitałam się że wszystkimi buziaczkiem w policzek i zasiadała obok Agaty
- Aga, jak tam Oliwka? - zapytałam
- A dobrze. Postanowiłam z Kubą że w następnym sezonie damy ją do zerówki
- To fajnie! Wreszcie będzie mogła się pobawić z innymi dziećmi. Gdyby Sara była trochę starsza może miała by taką koleżankę?
- Może... ale nie sądzę że będzie chciała bawić się z rocznym dzieckiem
- Racja. Rozpoczną się pierwsze dziecięce miłości, śluby na piaskownicy, pierścionek z żelka...
- Pierścionek z żelka? Czy ty coś ukrywasz? - zaśmiała się Aga
- No ja taki miałam jak brałam ślub z Kajtkiem w drugiej klasie!
- Kajtek powiadasz...Kajtek bez majtek! Haha!
- Śmiej się! Jeszcze będziesz pocieszać Oliwkę jak z nią mąż zerwie dla nowej gry!
- Mi to pasuje ale nie wiem jak Kuba - w tym momencie przy barierce pojawił się nagle Błaszczykowski
- Ładnie to tak obgadywać męża i przyjaciela? - zapytał z uśmiechem
- Ależ nikt cię tu nie obgaduje Kubusiu. Idź już ćwiczyć bo chłopaki tęsknią - zaprotestowała Agata. Kuba tylko pokręcił głową i wrócił do treningu zanim Klopp się zorientował. Gadałam jeszcze z Anią ( Nie, nie z samą sobą xd ), Cathy i Jenny. W końcu trening dobiegł końca i czekałyśmy na chłopaków przed stadionem. Wszystkie wags już pojechałby tylko ja stałem i czekałam, chociaż w sumie to nie byłam wags. Wreszcie zauważyłam Łukasza w towarzystwie Marco Reusa. Zawzięcie o czymś rozmawiali. Gdy wreszcie doszli do mnie, skończyli paplać
- O czym tak rozprawialiście? - zapytałam przenosząc wzrok z Łukasza na Marco
- Mam dla ciebie wspaniałą wiadomość! - oznajmił w końcu Piszczek
- A jaką? - byłam ciekawa.
- Mam trzy bilety na koncert jedynej, niepowtarzalnej i cholernie fajnej Matellici! - wykrzyknął Marco. Normalnie mi szczęka opadła jak to usłyszałam
- To co, idziesz z nami?
- Jeszcze się pytasz?! Oczywiście że tak! Dziękuję! - przytuliłam mocno Niemca. Prawie płakałam że szczęścia. Moje marzenie miało się spełnić!
- Dobra, starczy bo go udusisz - zaśmiał się Łukasz. Przypomniałam sobie że cały czas przytulam Marco więc szybko zreflektowałam się i odeszłam o krok, cały czas się szczerząc
- A kiedy ten koncert i gdzie? - zapytałam
- Pojutrze w Berlinie
- A czy wy nie macie wtedy meczu z Wolfsburgiem?
- No... mamy. Ale jak się raz urwiemy to nie zaszkodzi!
- Jak chcecie - nadal szczęśliwa pożegnała się z Marco i pojechałam z Łukim do domu.

                          ~~~~~

Dwie godziny po treningu ja, Łukasz, Marco i Robert spotkaliśmy się w domu Lewego. Nie było konkretnego powodu tego spotkania. Po prostu my nie możemy bez siebie wytrzymać
- Siema pacanku, co tam u ciebie? - przywitał mnie Robert
- Nic ważnego matołku - uśmiechnęłam się i dołączyła do towarzystwa w salonie.
- Uroczyście ogłaszam że gramy w fifę! - ogłosił Łukasz. Ja byłam z Marco i wybraliśmy Borussię a Lewy był z Łukaszem i wybrali Barcę. Przed grą, Reus wstał z kanapy, odchrząknął i przemówił
- Bracia! Siostro! Jesteśmy tu dziś, by położyć kres ciemności i złu. By dzielnie wziąć do ręki miecz i stanąć do walki. By wreszcie pokonać Saurona oraz złych orków, i aby w Śródziemiu wszyscy byli spokojni! Ludzie, elfy, trolle...
- Marco, weź mi tu nie wygłaszaj przemowy z Władcy Pierścieni, co? - poprosił Robert śmiejąc się z kolegi
-No dobrze. Ale i tak was pokonamy orkowie!
- Ej! To zło wygrywa!
- Wcale nie. Oglądałeś trzecią część?
- No tak. I co?
- No to tam, gdy Frodo i Sam byli w Mordorze...
- Chłopaki! Mieliśmy nawalać w fifę a nie urządzać dyskutację o Frodzie! - zauważył Łukasz
- No dobra, dokończymy później - zaśmiał się Marco i po chwili wreszcie zaczęliśmy mecz. W pierwszej połowie gola strzelił tylko Robert w 33' minucie. Podczas przerwy tradycyjnie każdy z nas wypił procentową oranżadę, chociaż ja miałam cytrynową. W drugiej połowie strzeliły pozostałe trzy osoby więc końcowy wynik to 2:2. Była już dziesiąta wieczorem więc pożegnaliśmy się i opuściliśmy dom Lewego. Marco szedł z nami i dopiero pod moim i Łukasza domem zatrzymaliśmy się. Łukasz szybko przybił piątkę z Reusem i wbiegł do domu gdyż musiał do łazienki. Marco uśmiechnął się do mnie
- Do zobaczenia - powiedział i pocałował mnie w policzek. Ależ on był ciepły! Jak to robił przy zaledwie jedenastu stopniach?
- Jeju... ale ty jesteś ciepły!
- Serio? Jest ci zimno?
- No trochę... - przestępowałam z nogi na nogę
- To mogę cię ogrzać - oszałamiająco się uśmiechnął i przytulił mnie. Zamknęłam oczy i już po chwili było mi cieplej
- Dzięki, nie chciałabym przeziębić się przed koncertem!
- Wiadomo. To do zobaczenia! - jeszcze raz mnie pocałował po czym poszedł do swojego domu. Stałam jeszcze chwilę przed domem ale szybko się ogarnęłam i weszłam do środka. Łukasz akurat schodził z góry i poszedł do salonu. Zajęłam buty i kurtkę po czym podążyłam za nim. Akurat leciały wieczorne wiadomości w TV Republika. Usiadłam obok niego na sofie i patrzyłam bezmyślnie w ekran. Nagle coś do mnie dotarło. Gdy byłam sam na sam z Marco, w moim brzuchu pojawiły się te cholerne motylki które oznaczają tylko jedno. Czyżbym się zakochała? Z moich rozmyślań wyrwał mnie Łukasz
- Ania zobacz! - wskazał na ekran telewizora. Gościu w garniturze poprawił fryzurę po czym powiedział:
- Dzień dobry państwu, zaczynamy wieczorne wiadomości. Zaczynamy wstrząsającą informacją sportową. Prawie całą drużyna Bayernu Monachium jest otruta. Jak stwierdziła policja, przyczyną było zatrute piwo które sprzedawał stadionowy barman. Aktualnie jest on zatrzymany lecz nie przyznaje się do winy. Piłkarze ležą w domach a ciągłe ataki torsji nie dają im grać ani wychodzić. Zmieniamy temat... - dalej  nie słuchaliśmy gdyż wybuchliśmy śmiechem
- Haha! Po prostu kocham tego barmana! - cieszył się Łukasz. Sama również nienawidziłam Bayernu
- Trzeba było tyle nie żłopać, bawarskie pijaki! - po kilku minutach zacieszu poszłam się umyć i położyć. Gdy już byłam w łóżku, w mojej głowie kłębił się tylko dwie myśli. Rozwalająca myśl o otrutym Frajernie i nie dająca spokoju myśl o zakochaniu w Marco. Czy żeczywiście się zakochałam? Nie! Może te motylki to nie motylki tylko byłam głodna? Nie wiem czemu ale nie godziłam się z tą myślą...

_______________
Jest jedyneczka ^^
Od razu mówię że nie zawsze będę coś pisała pod postem :)

PROSZĘ SZCZERZE KOMENTOWAĆ

Buziaczki :**












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz